Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Użytkownik
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 15
» Najnowszy użytkownik: fabek
» Wątków na forum: 15
» Postów na forum: 46

Pełne statystyki

Użytkownicy online
Aktualnie jest 24 użytkowników online.
» 0 Użytkownik(ów) | 23 Gość(i)
Google

Ostatnie wątki
Wypadanie zębów
Forum: Problemy zdrowotne wegetarian i wegan
Ostatni post: NICE
Dzisiaj, 07:17 AM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 32
Umiejętności społeczne we...
Forum: Dyskusje
Ostatni post: NICE
Dzisiaj, 07:11 AM
» Odpowiedzi: 9
» Wyświetleń: 3,115
Ekstremalnie prosta socze...
Forum: Kuchnia
Ostatni post: tomakin
09-20-2020, 03:29 PM
» Odpowiedzi: 3
» Wyświetleń: 333
Dlaczego prawdziwy wegeta...
Forum: Dyskusje
Ostatni post: NICE
09-18-2020, 05:01 PM
» Odpowiedzi: 3
» Wyświetleń: 2,609
Tomakin a reaktywacja
Forum: Dyskusje
Ostatni post: Uboot
09-17-2020, 10:17 PM
» Odpowiedzi: 2
» Wyświetleń: 1,028
Bełkot Derridy, czyli o k...
Forum: Dyskusje
Ostatni post: zenek
09-17-2020, 08:59 PM
» Odpowiedzi: 3
» Wyświetleń: 1,154
Jak długo jesteście wege/...
Forum: Offtopy
Ostatni post: zenek
09-17-2020, 08:55 PM
» Odpowiedzi: 3
» Wyświetleń: 382
Jak ugotować kaszę grycza...
Forum: Kuchnia
Ostatni post: Krystyna.waw
09-15-2020, 04:15 PM
» Odpowiedzi: 3
» Wyświetleń: 310
Nikos Kazandzakis
Forum: Offtopy
Ostatni post: NICE
09-14-2020, 03:32 PM
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 245
Jubilee
Forum: Offtopy
Ostatni post: NICE
09-14-2020, 03:29 PM
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 184

 
  Jak ugotować kaszę gryczaną
Napisane przez: tomakin - 09-14-2020, 01:34 PM - Forum: Kuchnia - Odpowiedzi (3)

Nauczyła mnie tego jedna była, więc przepis jest - siłą rzeczy - jedynie słuszny. Kasza ugotowana w ten sposób jest na tyle pyszna, że wręcz grzechem jest dodawanie jej do czegokolwiek innego.

Bierzemy garnek, wlewamy na dno olej. Niewiele oleju, ot, tak na 1 mm warstwa, żeby po prostu troszkę było. Rozgrzewamy go solidnie - ale na baaaardzo małym gazie, na to wsypujemy odpowiednią ilość kaszy gryczanej, najlepiej nie prażonej (powiedzmy, 2 szklanki). Kaszę dokładnie mieszamy, będzie się na tym oleju "hartować". Po 2-3 minutach, jak już się cała opraży, wlewamy tam wodę - jakieś 20% więcej, niż było kaszy, na 2 szklanki kaszy 2.5 szklanki wody. Dosypujemy soli, mieszamy, gotujemy pod przykryciem na malutkim gazie przez jakieś 5 minut, aż się zrobi "gęsto", czytaj - aż większość wody wsiąknie w kaszę. Odstawiamy, kasza stygnąc "wciągnie" resztę wody, mamy perfekcyjny obiad.

Wydrukuj tę wiadomość

  Nikos Kazandzakis
Napisane przez: tomakin - 09-14-2020, 01:31 PM - Forum: Offtopy - Odpowiedzi (1)

Hah, całego autora, nie tylko jedną książkę. Ktoś coś czytał tego pana? Ostatnie kuszenie Chrystusa? Greka Zorbę? Mam Greka w domu, mam z nim mały problem. Nie mogę przeczytać. Nie to, że książka zła czy nudna. Wspaniała, wciąga. Ale... no właśnie, ale. Nie mogę. Po prostu nie mogę. Przeczytam jedno zdanie, jedną myśl - i koniec. Odkładam książkę, zamyślam się, analizuję, próbuję zrozumieć geniusz autora. To jedna z tych książek, po przeczytaniu których już nie chce się pisać, nigdy. Każde niemal zdanie niesie w sobie myśl, ma drugie dno położone w najgłębszych rejonach naszej podświadomości.

Cytat:
Słońce stało wysoko na czystym niebie. Wcisnąłem się miedzy skały, skuliłem jak mewa i podziwiałem morze. Czułem, że ciało moje staje się silne, świeże i posłuszne. Myśl podążała za falą, jak ona lekka i bez oporu poddająca się rytmowi morza.

Serce moje ogromniało. Obległy mnie ponure głosy, władcze i błagalne. Wiedziałem, kto mnie woła. Gdy tylko na chwilę zostawałem sam, jęczał we mnie lęk straszliwych przeczuć, obłędna groza czekająca na wyzwolenie.



Siedzę, w tle "Hero" (dla muzyki, nie mam ścieżki dzwiękowej to puszczam film - niespecjalnie wart oglądnięcia, ale muzyka... heh), próbuję czytać i znowu to samo. Zdania jak te powyżej, zamiast przelecieć wzrokiem - zamyślam się nad geniuszem, jaki się za nimi kryje. Niby takie proste - przekaz odczuć, jakie każdy ma gdy siedzi nad morzem, a jak trafnie ujęte. W kilku zaledwie zdaniach przekazane coś, co mi zajęło by pewnie kilka stronic. Kolejny akapit, też niby rzecz prosta - lęk egzystencjalny, coś co każdy czasem czuje. A jak bezpośrednio ukazany, z jakim kunsztem. Człowiek od razu zamyśla się - czemu właśnie tak? Czemu obcowanie z morzem akurat powoduje myśl o śmierci? Przypadek, czy celowy zabieg literacki?

Potem sobie przypominam - jedna z najpiękniejszych pieśni o umieraniu, bodajże celtycki lament żałobny. Też w tle jest dźwięk fal. Pamiętam, zawsze gdy tego słuchałem, odnosiłem nieodparte wrażenie, że nic tak jak morze nie odzwierciedla śmierci. Każda fala jest jednakowa - i właśnie ta jednakowość jest przerażająca. Jeśli wszystkie są takie same, nie ma żadnego punktu zaczepienia. Nieskończony ruch jest równy nieskończonej pustce. Nie możemy żadnej fali wyróżnić, żadna się nie zatrzyma - przemijają, a za nimi są następne, też identyczne. Jak śmierć, jak brak życia. Nieustanny brak.

I dlaczego? Dlaczego Nikos właśnie tak to połączył, czy raczej - dlaczego właśnie widok morza... może w jego przypadku to było po prostu porównanie człowieka, małego, wtulonego w skałę, z ogromem nieskończonej potęgi oceanu? Czuje się z jednej strony silny potęgą całego morza, a jednocześnie zdaje sobie sprawę jak mały jest przy tym, jak nic nie znaczący - i że przeminie, właśnie jak kolejne fale?

I tak w kółko. Co akapit jakaś myśl, która powoduje cały ciąg skojarzeń. To akurat dotyczyło zwykłego opisu krajobrazu, a co się dzieje gdy dochodzi do filozofowania na temat ludzkiej natury? Nie da się tego chyba przeczytać, można co najwyżej przelecieć wzrokiem. Prawdziwe, głębokie czytanie może się posuwać w tempie kilku stron dziennie. Chyba któregoś dnia pójdę do lasu, jest taka polana z pasieką - tysiące pszczół, zapach kwiatów, ptaki - które się tymi pszczołami żywią. Tam można czytać. Pamiętam zabrałem tam kiedyś Ahinsę (pamiętacie to dziewczę?), to nie wierzyła, ze raptem kilkaset metrów od jej balkonu może być takie miejsce. Siedziała i nie potrafiła głosu dobyć. Ile ta współczesna młodzież traci, tylko komputery, telewizja, w kontakcie z prawdziwym pięknem czują, że to jakiś inny wręcz świat. Nic to.

A ktoś czytał "Ostatnie kuszenie Chrystusa"? Bo oglądał ekranizację pewnie każdy, niesamowita muzyka Petera Gabriela (kolejny oskar dla tego pana), te cytaty gdy Chrystus mówi "Jest we mnie Belzebub, mówi - nie jesteś człowiekiem, jesteś synem bożym, jesteś Bogiem!". Miałem tą książkę kupić, ale boję się. Boję się, że znowu nie dam rady przeczytać. Ugnę się pod geniuszem pisarskim.

Oczywiście film zakazany przez kler w wielu krajach - zmuszał do myślenia, a to nie po drodze kościołowi. Tak, musiałem to dodać Smile

No nic. wracam do swoich zajęć, Nikosa mimo wszystko polecam. Było by, oczywiście, milo gdyby ktoś napisał o swoich przemyśleniach, heh.

Wydrukuj tę wiadomość

  Blade runner
Napisane przez: tomakin - 09-14-2020, 01:28 PM - Forum: Offtopy - Brak odpowiedzi

Jak ktoś nie widział, niech natychmiast naprawi ten błąd

film absolutnie genialny (chociaż można by lepiej ale...). Muzyka vangelisa, efekty, klimat. I te cytaty...

test na reakcje emocjonalne:

- Dzień twoich urodzin. Dostajesz w prezencie skórzany portfel.
- Nie przyjmuję go.
- Idę na policję i składam donos na osobę, która mi go przyniosła.
- Masz synka. Pokazuje ci swoją kolekcję motyli...
- i słoik, w którym je zabija.
- Prowadzę go do lekarza.

Kurcze, wyobrażacie sobie taki wspaniały świat? Nie ma, że to kolega dał portfel ze skóry, zasady są ważniejsze od kolesiostwa. Eh... gdyby wszyscy się tak zachowywali. A może by tak założyć własne państwo? Ostatnio komuś się udało. Do psychiatry by się prowadziło ludzi, którzy nie widzą nic złego w jedzeniu mięsa. Albo w... no dobra, daruję sobie [Obrazek: beeefv4.gif]

W sumie jedyne, co osłabia w tym filmie, to harrison ford. Może nie tyle jego gra, co postać. Te sztuczne, beznadziejne teksty jakie czasem puszcza mogą zepsuć całą przyjemność. Przyjemność z takich smaczków, jak np:

- Someone was there

- Men?
- Police.... men?

Pełnej recenzji nie będę pisał, bo może ktoś nie oglądał. ale powiem tylko, że film stawia ciekawe pytanie - czy sztucznie skonstruowany człowiek, z nadanymi sztucznie wspomnieniami drugiej osoby, jest tą drugą osobą? Pytanie nie pada wprost, ale przewija się jako taki niepokojący podtekst.

Nie ma tam specjalnego zagłębiania się w filozoficzne dywagacje, raczej więcej jest efekciarskich puent - płytkich, ale przyjemnie się je ogląda. Nijak też film nie ma się do książki, na podstawie której został napisany. W książce zresztą pytanie też było o klasę głębsze - czy całkowicie sztuczny świat różniły by się od obecnego? I w jaki sposób je odróżnić? Nie da się przecież, a skoro się nie da, to znaczy, że ludzkie poznanie i ludzki ogląd świata jest... erm... niedoskonały Smile

Coś podobnego próbowali przekazać w matriksie, ale wyszedł im bełkot dostosowany do możliwości umysłowych przeciętnego oglądacza współczesnych filmów.

No, to tyle na dziś, wracam bo film przerwałem w połowie - oglądam go już hmm... 20ty raz? Big Grin

Wydrukuj tę wiadomość

  Jubilee
Napisane przez: tomakin - 09-14-2020, 01:24 PM - Forum: Offtopy - Odpowiedzi (1)

Film wspaniały Big Grin Jeden z najlepszych złych filmów, jakie widziałem. Cudowny. Zniewalający. Wciskający w fotel. Reżyser postawił sobie jeden cel - aby KAŻDA scena w tym filmie była pozbawiona dobrego smaku. Udało mu się w całej rozciągłości, a nawet poszedł trochę dalej.

Skorzystam z uroków tego forum, możliwości zamieszczania filmików - załącznie przed dalszą lekturją

http://www.youtube.com/watch?v=RlL0D5BF2Ok

Hymn Wielkiej Brytanii w wykonaniu samej Amyl Nitrate. Ahhh.. grube uda wielkiej brytanii.. . coś wspaniałego.

W filmie jest chyba wszystko, co może człowieka przyprawić o niesmak. Tłuste roznegliżowane kobiety. Ogromna ilość męskich pośladków penisów. No ale czego spodziewać się po Jarmanie, jak nie penisów w ilości przekraczającej wszelkie granice dobrego... erm... jakiegokolwiek smaku. Zastanawia mnie "Wittgenstein" tegoż reżysera. Czy mam tam szansę na gołe foty Wittgensteina? To było by coś, heh.

Stanowczo polecam. Film ma status kultowego w środowiskach punk, wg mnie powinien być puszczany w szkołach podstawowych jako lektura obowiązkowa.

Obraz rozkładu. Myślę, że na kilku płaszczyznach, jak to w filmach Wielkich. Jedna płaszczyzna - Anglia, kompletnie rozłożona, wszelkie wartości zdychają, ludzie mordują się każdego dnia. Druga - rozkład dobrego smaku. Każde w zasadzie ujęcie jest swego rodzaju obrzydliwością. Nawet nie natrętną, po prostu... niesmaczne Smile Kolejna płaszczyzna tego dzieła - rozkład na poziomie dialogów. Za każdym razem ma się wrażenie, że te słowa wypowiadane przez bohaterów są niepotrzebne. Owszem, to zdarza się w wielu filmach, ale nie dotyczy 100% dialogów. No i ostatnia płaszczyzna, upadek sztuki filmowej. Antonioni, Kubrick... tak, można wypisać długą listę ludzi, którzy po zobaczeniu "Jubilee" po prostu by się pocięli.

Mam nadzieję, że każdego zachęciłem w stopniu wystarczającym Smile

Bez specjalnego ryzyka, że cokolwiek popsuję (no, nie mówimy chyba o "dobrej zabawie", co?) mogę streścić parę scen.

Poderwany facet bzyka jakąś laskę, reszta wspóllokatorek rzuca pseudofilozoficzne uwagi. Gdy ko?czy, jej koleżanki obwijają go folią i duszą, po czym wrzucają ciało do Tamizy. Ciało uderza o błoto z lekkim "plask" - i tyle z wodowania. Dziolcha której zabili kochanka lekko popłakuje, na co słyszy "uratowaliśmy cię przed tobą samą".

Nie, ja tego nie potrafię opisać. To jest KUNSZT. Zbyt cudowne, zbyt doskonale beznadziejne, aby przekazać to słowami.

Jutro oglądam jeszcze raz!

Wydrukuj tę wiadomość

  Sedmikrasky
Napisane przez: tomakin - 09-14-2020, 01:23 PM - Forum: Offtopy - Brak odpowiedzi

aka Stokrotki aka Daisies

Czeskie kino metafizyczne. Kurcze, co jak co, ale filmy to czesi potrafią robić takie, że kapcie spadają. Mają w sobie jakiś taki urok, coś... no, coś ulotnego, widzi się przez to kino taką drugą warstwę rzeczywistości, niedostępną na codzie?, tak, jakbyśmy już-już mieli zasnąć i dostąpić wielkiej, kosmicznej tajemnicy.

O czym są Sedmikrasky? Jak zwykle, film na kilku poziomach. Tym razem co najmniej trzy. Można po prostu obejrzeć film o dziewczętach, które bawią się życiem. Ładnie przedstawione, ba, przedstawione pięknie. Mozna ogólniej, o zabawie życiem, pasożytniczym podejściu do rzeczywistości. Można w ko?cu do sytuacji politycznej, jaką miały swego czasu czechy, a nawet cała europa.

(jak zwykle, nie dosoliłem kaszy)

O czym jest film? Chyba mogę opowiedzieć, tam fabuła nie jest najważniejsza. Dziewczęta, sztuk dwie, bawią się życiem. Nic nie tworzą, biorą to, co od innych sztuczkami i trickami wyciągną. Nie uczą się, nie rozwijają, nie produkują. Przywłaszczają, co spotkają na swej drodze. Konczy się to, oczywiście, dość smutno - w końcu zabiorą więcej, niż otoczenie jest w stanie znieść i zostaną skarcone.

Ale ale, druga warstwa. życie w państwie socjalistycznym. Państwie pasożytniczym, gdzie każdy bierze to, co wyprodukował inny, gdzie praca nastawiona na stworzenie czegoś jest złem tępionym z całych sił - jedyna wartość, to niewolnicze wykonywanie rozkazów systemu. Przecudnie to obrazuje współczesną polskę. Naród, który uważa, że "mu się należy". Stop, nie porównujmy na razie do całego narodu. Skupmy się na jednostkach. Co już kiedyś pisałem, żyjemy w kraju postkomunistycznym, kraju, gdzie wartość prywatna nie jest w ogóle szanowana. Gdzie człowiek, który jedzie bez biletu, jest traktowany jak bohater, a nie jak na to zasługuje - jak złodziej. Bo przecież "się należy", bo przecież "to nasze wspólne". Ot, socjalizm. Film był kręcony w czechach, które także tego prania umysłów doświadczyły, może nie w takim stopniu jak my - ale jednak. Fakt, że nas dodatkowo demoralizował kosciół - wpływ katolicyzmu nie jest aż tak oczywisty, ale chyba nawet bardziej destrukcyjny.

Dziewczęta żyją więc, korzystają z wszystkiego, co znajdą, nie ma dla nich pojęcia "pracy". Zupełnie jak obecnie w polsce, dla 3/4 ludzi w wieku produkcyjnym praca jest "chodzeniem na 8 godzin i odbieraniem wypłaty". Takie filmy jak Sedmikrasky są naprawdę bezcenne, jeśli potrafi się z nich wyciągnąć naukę. Ilu z nas, nawet tutaj na forum, "pracę" zdefiniowałoby jako "tworzenie dóbr, które potem można wymienić z innymi ludźmi na inne dobra"? W normalnym pa?stwie, z normalnymi relacjami międzyludzkimi nie ma czegoś takiego, jak "wspólne" z którego "się korzysta". Zawsze jest ktoś, kto na to pracuje - i za jego pracę "płacimy" mu efektami swojej pracy. Dziewczęta z filmu nie płaciły. Brały, bo "im się należy".

Czemu tak się o tym rozpisuję? Starczy popatrzeć na obecną sytuację w kraju. I tu przechodzimy, już na poważnie, do punktu trzeciego - symboliczne przedstawienie sytuacji politycznej na świecie. Kraje, które nie produkują, które pasożytują na innych - albo chociażby na efektach swojej własnej pracy z przeszłości. Kraje nie rozwijające się. Kraje, w których społeczeństwo nie pracuje. Film był ostrzeżeniem. Kiedyś już tak było, europa zasnęła, nie pracowała, nie tworzyła, ucieszyła się z tego co ma. Cieszyła się do września '39.

Czy to ma dużo wspólnego z polską? Aj, bardzo dużo. Jesteśmy takim śmiesznym krajem, który ma o 20% mniej pracowników niż sąsiedzi (20% ludzi w wieku produkcyjnym siedzi na fikcyjnych rentach). Jesteśmy takim śmiesznym pa?stewkiem, gdzie z tych pozostałych, których i tak jest znacznie mniej niż u sąsiadów, 1/3 to rolnicy, 1/3 urzędnicy, 1/3 pracownicy sektora prywatnego. Z nich wszystkich tylko ostatnia część tak naprawdę pracuje i tworzy. Reszta pasożytuje.

Wyszedł artykulik o polityce, zamiast o filmie. No cóż, film był o polityce.

Bo o jednym ci pasożytujący na innych polakach polacy zapominają. ?e nasz kraj jest obecnie między potęgą, jaką ciągle jest rosja, a potęgą, jaką ciągle są niemcy. Jesteśmy w samym środku europy, na przecięciu najważniejszych szlaków tranzytowych. Europy nie stać na utrzymywanie pasożyta. Pewnego pięknego dnia po prostu skończy się tak, jak już kiedyś pewnego wrześniowego poranka skończyło.

Wydrukuj tę wiadomość