Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Użytkownik
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 69
» Najnowszy użytkownik: Kavin
» Wątków na forum: 31
» Postów na forum: 114

Pełne statystyki

Użytkownicy online
Aktualnie jest 43 użytkowników online.
» 0 Użytkownik(ów) | 42 Gość(i)
Google

Ostatnie wątki
Witam!
Forum: Offtopy
Ostatni post: Kavin
Wczoraj, 10:23 AM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 287
Strona internetowa
Forum: Offtopy
Ostatni post: lenka8854
Wczoraj, 09:44 AM
» Odpowiedzi: 2
» Wyświetleń: 382
czas wolny
Forum: Offtopy
Ostatni post: dhwani
Wczoraj, 09:20 AM
» Odpowiedzi: 10
» Wyświetleń: 2,623
Przywitanie
Forum: Offtopy
Ostatni post: shiraj
11-26-2020, 01:12 PM
» Odpowiedzi: 2
» Wyświetleń: 1,319
kapusta jako cel treningo...
Forum: Offtopy
Ostatni post: glaczek
11-23-2020, 10:12 AM
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 438
Jubilee
Forum: Offtopy
Ostatni post: glaczek
11-23-2020, 10:10 AM
» Odpowiedzi: 2
» Wyświetleń: 1,452
Trzeba mieć plan
Forum: Offtopy
Ostatni post: kunsh
11-18-2020, 01:03 PM
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 501
jak zachęcić do kupowania...
Forum: Offtopy
Ostatni post: andreas1995
11-17-2020, 05:17 PM
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 426
Wypadanie zębów
Forum: Problemy zdrowotne wegetarian i wegan
Ostatni post: alice7
11-13-2020, 11:57 AM
» Odpowiedzi: 7
» Wyświetleń: 2,195
Jak długo jesteście wege/...
Forum: Offtopy
Ostatni post: taczek
10-31-2020, 11:40 AM
» Odpowiedzi: 10
» Wyświetleń: 3,679

 
  Krążki z cukinii
Napisane przez: Fanta - 09-14-2020, 02:25 PM - Forum: Kuchnia - Odpowiedzi (1)

Pokroić cukinie w krążki,  położyć na to paprykę czerwoną, ser zwykły lub wegański,  pieczarki,  zioła prowansalskie,  sól, pieprz,  piec w piekarniku w 180 C 15-20 min.

Wydrukuj tę wiadomość

  Permakultura w Polsce
Napisane przez: Antisocial - 09-14-2020, 02:16 PM - Forum: Rolnictwo, ogrodnictwo, eko-budownictwo, wspólnoty - Odpowiedzi (2)

Nitka na ogólne dyskusje i pogawędki o permakulturze.
Tutaj można się zapoznać z mapą permakultury w Polsce.
https://permakultura.edu.pl/

Wydrukuj tę wiadomość

  Jak długo jesteście wege/wegan
Napisane przez: Fanta - 09-14-2020, 02:16 PM - Forum: Offtopy - Odpowiedzi (10)

Jak długo jesteście wege/wegan?

Wydrukuj tę wiadomość

  Umiejętności społeczne wegetarian
Napisane przez: tomakin - 09-14-2020, 01:36 PM - Forum: Dyskusje - Odpowiedzi (9)

Zacznijmy od książki. "Bojowa pieśń tygrysicy", o matce znęcającej się nad swoimi dziećmi i dumnej z tego faktu. Pewnie większość czytelników forum nie wie, co tam dzieje się za oceanem, w skrócie - książka opisuje mentalność azjatyckich rodziców. Ich dzieci nie mają żadnego, ale to dosłownie żadnego życia towarzyskiego, każdą minutę poświęcają na doskonalenie umiejętności. Drobny przykład autentycznego zachowania matki opisanego w tej książce - "jak nie wygrasz tego konkursu matematycznego, potnę nożem wszystkie twoje pluszowe zabawki". Azjatyckie dziecko przebywa w szkole nawet 2 krotnie dłużej, niż biały rówieśnik, biorąc korepetycje i uczęszczając na zajęcia dodatkowe, potem dodatkowo jeszcze uczy się w domu. Nigdy nie spotykają się ze znajomymi, nie chodzą na imprezy.

I tu zaskoczenie, tego nie znajdziecie w książce. Pomimo niesamowitych postępów w szkole, azjaci nie robią jakiejś oszałamiającej kariery. Nie zostają wybitnymi naukowcami, azjatyckie dzieci które po 16 godzin dziennie ćwiczyły grę na instrumencie co prawda znajdą się w orkiestrze symfonicznej, ale nigdy nie dostaną się do zespołu rockowego (gdzie mogą zarobić kilkaset razy więcej), nie robią rzucającej na kolana kariery zawodowej - ot, są po prostu przeciętnymi wyrobnikami z bardzo dużymi umiejętnościami teoretycznymi.

Wszystko to ma bardzo piękne wyjaśnienie. Otóż wysiłek umysłowy, który trzeba wykonać podczas imprezy ze znajomymi jest porównywalny do tego, który wykonuje się na olimpiadzie matematycznej. Co komu powiedzieć, jakim tonem, w jaki sposób kształtuje się delikatna sieć relacji między ludźmi, gdzie znaleźć swoje miejsce w grupie. Azjaci są po prostu "social freakami", nigdy nie nauczyli się tych umiejętności. Nie będą potrafili pracować w grupie, a cała współczesna praca naukowa opiera się na zespołach. Nie potrafią rozmawiać z ludźmi, więc tym bardziej nie będą potrafili dać czadu na koncercie. Nikt nigdy od nich nie wymagał interakcji z drugim człowiekiem, więc potrafią tylko stanąć w miejscu i grać na instrumencie.

Co więcej, właśnie podczas takich interakcji kształtuje się agresywność intelektualna, kreatywność. Azjaci przez całe swoje dzieciństwo jedynie słuchali rozkazów, nigdy nie stanęli przed zadaniem bycia przewodnikiem grupy, co potem przekłada się na zadanie bycia osobą dokonującą tego przełomu naukowego. Już o takich szczególach, jak zabicie miłości do wykonywanej czynności czy po prostu potężna trauma i wynikające z niej konsekwencje nie wspomnę, bo to oczywiste.

Często można w takiej np Korei (tej normalnej) zobaczyć dorosłych managerów, pracowników banków czy korporacji, którzy zachowują się jak banda gówniarzy - krzyczą na siebie, biją się, w grupie naśmiewają się z najmniejszego fizycznie czy najmłodszego osobnika. Prezentują poziom interakcji społecznych 10 latka.


Zagadka dla forumowiczów - czy taki skill można rozwinąć w późniejszym wieku? Nie ma co ukrywać, wegetarianie szukający kontaktu z innymi wegetarianami są z reguły dość... no, społecznie zacofani. Częściowo dlatego właśnie są na forach czysto wegetariańskich. Pamiętam zloty wegetariańskie, np zlot u June. Około 30 osób, wszyscy siedzą, 2 dosłownie osoby starają się kręcić jakąś imprezę - tańczą, puszczają muzykę, głośniej rozmawiają etc. Urodziny u bodajże Marynaty - to samo, jedna koleżanka zaprosiła jakichś ludzi z zewnątrz. Kontrast był niesamowity, wszyscy wegetarianie siedzą pochowani w swoich kącikach, coś do siebie szepcą nie za głośno, tamci normalnie się bawią.

"Social skills" bardzo się przydają w życiu, wbrew pozorom. Czy to żeby nie zepsuć ludziom imprezy, czy żeby wyrwać dziewczynę / chłopaka, czy żeby po prostu wywrzeć na kimś dobre wrażenie. Jeśli przyjrzę się historii wszystkich forumów, czatów i organizacji walczących o prawa zwierząt, to jest to jedna wielka historia kłótni i plucia na siebie. Zachowania społeczne, jakie prezentowali wegetarianie można faktycznie porównać do zachowań gówniarskich. Ba, nawet w nowo powstającej wege-eko-osadzie już zdążyło się parę osób pokłócić ze sobą, bynajmniej nie mam tu na myśli sytuacji z forum.

Oczywiście pisząc temat, mam też na myśli siebie. Mam te skille na wyjątkowo niskim poziomie, co często gęsto wychodzi w różnych sytuacjach. Nawet kilka dni temu na skype zwrócono mi uwagę, że w dyskusji wpadłem w mentorski, zarozumiały ton. Można by powiedzieć, że próbując przekazać dość mądre i zaawansowane "naukowo" spostrzeżenia, wybrałem sposób przekazu jaki mogłoby zaprezentować dziecko. Jak ostatnio na imprezie siedziałem z kumplami, którzy - dosłownie - mieliby problemy z zaliczeniem podstawówki, to mimo wszystko czułem się bardzo głupio, oni wszyscy byli w stanie wywierać dużo lepsze wrażenie na otoczeniu niż ja. Wcale nie pomaga dość potężny potencjał intelektualny, to nie są rzeczy, które można "ogarnąć" na intelekt i logikę. Wyleczyć nieuleczalną chorobę? Spoko, dajcie mi tydzień i dam wam lekarstwo (co poniektórzy wiedzą, że faktycznie takie rzeczy robiłem). Poderwać dziewczynę po zawodówce, umieć jej zaimponować? Ops....

Tak więc poprawa umiejętności współżycia społecznego przydałaby się nie tylko mi, ale też znakomitej większości tych najbardziej zaangażowanych wegetarian, tych którzy chcą niejako "uciec" w życie wege społeczności. Oczywiście nikt się tutaj wprost nie przyzna do takiego problemu, ale naprawdę wystarczy być na wege imprezie i porównać z imprezą "normalnych" ludzi.

No, wprost zadając pytanie - zna ktoś jakieś metody na wyszlifowanie takich umiejętności?

Wydrukuj tę wiadomość

  Bełkot Derridy, czyli o kryzysie humanizmu
Napisane przez: tomakin - 09-14-2020, 01:36 PM - Forum: Dyskusje - Odpowiedzi (7)

Na początek cytat:

Cytat:

Pytanie to zakłada więc, że coś takiego jak świadomość jest możliwe przed znakiem i poza znakiem, poza wszelkim śladem i wszelką różnią. A również, że świadomość może sama skupić się w swej obecności, zanim rozrzuci swe znaki w przestrzeni i w świecie. Otóż, co to jest świadomość? Co znaczy "świadomość"? Najczęściej daje się ona pomyśleć, wraz z wszystkimi jej modyfikacjami związanymi z jej postacią "znaczenia* czegoś" tylko jako obecność dla siebie, jako właściwe obecności postrzeganie siebie. To, co odnosi się tutaj do świadomości, odnosi się w ogóle do tzw. podmiotowego istnienia. Podobnie jak kategoria podmiotu nie może i nigdy nie mogła zostać pomyślana bez odniesienia do obecności jako hypokeimenon lub ousia itd., tak podmiot jako świadomość nigdy nie może się objawić w inny sposób niż jako obecność dla siebie. Uprzywilejowanie świadomości oznacza więc uprzywilejowanie obecności i nawet jeśli się opisuje w sposób tak głęboki, jak to czyni Husserl, transcendentalną czasowość świadomości, to właśnie "żywej teraźniejszości" przypisuje się zdolność syntezy i nieustannego gromadzenia śladów.




Coś zrozumieliście? Jeśli tak, to bardzo niedobrze... bardzo, bardzo niedobrze. Powyższego cytatu nie da się zrozumieć, ponieważ nie ma on najmniejszego sensu. Ale jest to cytat z książki uważanej za jedno z wybitniejszych dzieł filozoficznych obecnych czasów, autorstwa gościa uważanego za jednego z wybitniejszych filozofów. Są całe wydziały na polskich uczelniach, które zajmują się analizą jego pisaniny, powstały całe kierunki, których nazwy zapewne kojarzycie - postmodernizm, dekonstrukcja, poststrukturalizm.

Przedstawiciele tych nurtów produkują całe stosy literatury wypełnionej takim właśnie tekstem jak w powyższym cytacie. Znakomita większość społeczeństwa albo wprost przyznaje, że tego nie rozumie, albo - żeby nie wypaść na głupka - udaje, że rozumie. Do tej drugiej grupy zaliczają się też, niestety, profesorowie polskich uczelni. Ktoś mógłby zapytać - ale ale, może po prostu faktycznie krytycy postmodernizmu i Derridy są zbyt głupi, żeby to zrozumieć?

I tu z pomocą przyszedł pan Sokal, który postanowił udowodnić, że przedstawiciele tych nurtów najzwyczajniej w świecie bełkoczą, tworząc zawiłe, długaśne zdania, wypełnione wieloznacznymi wyrazami, setkami odniesień do prac innych przedstawicieli, ale nie mające żadnego sensu. Napisał coś w ten deseń - zebrał losowe wyrazy kończące się na "-izm", ułożył w złożone, długie zdania, powrzucał cytaty z dzieł innych twórców - i wysłał do jednego z najbardziej szanowanych czasopism zajmujących się takim czymś. Tekst został przyjęty do druku, ukazał się, ludzie przeczytali, spodobał im się. Przypominam - gość zebrał całkowicie losowe wyrazy i ułożył je w losowy bełkot.

Z humanizmem jest ten problem, że dość ciężko o jednoznaczną, ostateczną interpretację. Z naukami ścisłymi jest łatwiej - albo samochód który zrobimy jedzie, albo nie jedzie, nie ma ukrytych znaczeń. W przypadku dzieła muzycznego, filmu, obrazu czy tekstu odnoszącego się do pojęć abstrakcyjnych - mamy problem. Każdy kretyn może powiedzieć "to wybitne dzieło, a Ty go nie rozumiesz bo jesteś za głupi". I nie ma za bardzo jak udowodnić, że jest inaczej.

Przypomina mi się pewna historia - podobna sytuacja była w malarstwie. Ludzie ostatnio zaczęli wystawiać jakieś losowe kropki, plamy, rysować kolorowe figury geometryczne i nazywają to sztuką. Jak ktoś twierdzi inaczej - był niewrażliwym na sztukę prymitywem, który nie pojmuje ukrytych znaczeń. Dzieła takie osiągają milionową wartość, krytycy jeden za drugim prześcigają się w opisywaniu, jakie to przekazy znaleźli w twórczości. Myślący ludzie wiedzą jednak, że to po prostu banda pozerów, ich dzieła to losowe plamy, a ich "odbiór twórczości" to zwykłe nawijanie makaronu na uszy, żeby zrobić dobre wrażenie i przedstawić siebie w (fałszywym) dobrym świetle kogoś, kto sztukę rozumie lepiej od innych. Na szczęście znalazł się sposób na udowodnienie im, kim są naprawdę.

Jeden gość wystawił dzieła wybitnej malarki z Japonii, które w kraju kwitnącej wiśni robią prawdziwą furorę, wywołując prawdziwe katharsis w ludziach, którzy z takim arcydziełem mają kontakt. Oczywiście krytycy zaczęli na wyścigi pisać eseje wypełnione setkami trudnych, wieloznacznych "-izmów" pod niebiosa wynoszące wybitne wartości artystyczne wystawionych dzieł. Jak już się rozpisali, jak wszyscy docenili wspaniałą twórczość - autor wystawy wyznał prawdę. Obrazy są dziełem wypożyczonej z zoo szympansicy, która dostała farby i poskakała sobie po płótnie.

Z tymi współczesnymi "kierunkami humanistycznymi" wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że one naprawdę dostają się do polskich uczelni, naprawdę są całe katedry im poświecone. Przypomina to powołanie katedry do wymiotowania na płótno na Akademii Plastycznej - są ludzie którzy w ten sposób tworzą "obrazy" i są ludzie, którzy nazywają to dziełem sztuki, ale od uczelni, utrzymywanej z pieniędzy podatników, wymagałoby się trochę więcej.

Zapytano kiedyś pana Chomsky'ego (jednego z najwybitniejszych współczesnych teoretyków języka), co sądzi o Derridzie i reszcie twórców z tak zwanej "szkoły francuskiej" - w odpowiedzi napisał jeden z ładniejszych tekstów, jakie miałem przyjemność czytać. Stwierdził on, że nic nie jest w stanie z ich pisaniny zrozumieć. Następnie porównał to do innych dziedzin nauki - weźmy na przykład technikę PCR oznaczania obecności materiału genetycznego. Niemal nikt z nas tego tak naprawdę nie rozumie, ale zawsze możemy albo znaleźć kogoś, kto umie to wytłumaczyć, albo - jeśli jesteśmy na to jednak zbyt głupi - znaleźć sposób na pogłębienie naszej wiedzy tak, że w końcu zrozumiemy. W przypadku Derridy nikt nie był w stanie wyjaśnic tych zagadnień Chomsky'emu ani żadnemu z jego znajomych humanistów, nikt też nie był w stanie wskazać sposobu na pogłębienie swojej wiedzy i umiejętności tak, aby być w stanie to zrozumieć. Wiecznie słyszało się jedynie "jesteś za głupi / za mało wrażliwy, aby to pojąć". Chomsky sięgnął więc po książkę Derridy dotyczącej zagadnień, którymi on sam zajmował się od wielu lat, czyli dotyczącej teorii języka. Jak się okazało, większości po prostu nie był w stanie zrozumieć, bo była wypełniona jakimś totalnym bełkotem. A te fragmenty, które zrozumiał, bo odnosiły się albo do dzieł, które dobrze znał, albo wręcz do takich których był autorem - świadczyły niezbicie o tym, że Derrida nie ma pojęcia o czym pisze, popełnia błędy w interpretacji na poziomie szkoły podstawowej.

Jak następnym razem usłyszycie takie nazwiska jak Derrida, Kristeva, Lacan, Baudrillard, Lyotard, jeśli kiedykolwiek usłyszycie takie terminy jak postmodernizm, dekonstrukcja, postrukturalizm, a w pewnym stopniu także na przykład gender, to nie próbujcie nawet zrozumieć, o co tam chodzi. Tam o nic nie chodzi. To są po prostu losowe zbiory losowych, wieloznacznych wyrazów, ułożonych w długie i skomplikowane zdania, tak, aby miało to setki możliwych interpretacji - ułożone tak w jednym celu, żeby nikt nie mógł tego logicznie rozłożyć i powiedzieć "to są brednie!". Mają one tyle wspólnego z humanizmem, co robienie kupy na płótno z malarstwem.

Wydrukuj tę wiadomość

  Ekstremalnie prosta soczewicowa pasta na chleb
Napisane przez: tomakin - 09-14-2020, 01:35 PM - Forum: Kuchnia - Odpowiedzi (3)

Ugotować soczewicę, zmielić razem z tofu wędzonym (4 porcje soczewicy na jedną tofu), dodać przyprawy (sól, majeranek, pieprz i co tam kto chce). Gotowe Smile

Wydrukuj tę wiadomość

  Jak ugotować kaszę gryczaną
Napisane przez: tomakin - 09-14-2020, 01:34 PM - Forum: Kuchnia - Odpowiedzi (5)

Nauczyła mnie tego jedna była, więc przepis jest - siłą rzeczy - jedynie słuszny. Kasza ugotowana w ten sposób jest na tyle pyszna, że wręcz grzechem jest dodawanie jej do czegokolwiek innego.

Bierzemy garnek, wlewamy na dno olej. Niewiele oleju, ot, tak na 1 mm warstwa, żeby po prostu troszkę było. Rozgrzewamy go solidnie - ale na baaaardzo małym gazie, na to wsypujemy odpowiednią ilość kaszy gryczanej, najlepiej nie prażonej (powiedzmy, 2 szklanki). Kaszę dokładnie mieszamy, będzie się na tym oleju "hartować". Po 2-3 minutach, jak już się cała opraży, wlewamy tam wodę - jakieś 20% więcej, niż było kaszy, na 2 szklanki kaszy 2.5 szklanki wody. Dosypujemy soli, mieszamy, gotujemy pod przykryciem na malutkim gazie przez jakieś 5 minut, aż się zrobi "gęsto", czytaj - aż większość wody wsiąknie w kaszę. Odstawiamy, kasza stygnąc "wciągnie" resztę wody, mamy perfekcyjny obiad.

Wydrukuj tę wiadomość

  Nikos Kazandzakis
Napisane przez: tomakin - 09-14-2020, 01:31 PM - Forum: Offtopy - Odpowiedzi (2)

Hah, całego autora, nie tylko jedną książkę. Ktoś coś czytał tego pana? Ostatnie kuszenie Chrystusa? Greka Zorbę? Mam Greka w domu, mam z nim mały problem. Nie mogę przeczytać. Nie to, że książka zła czy nudna. Wspaniała, wciąga. Ale... no właśnie, ale. Nie mogę. Po prostu nie mogę. Przeczytam jedno zdanie, jedną myśl - i koniec. Odkładam książkę, zamyślam się, analizuję, próbuję zrozumieć geniusz autora. To jedna z tych książek, po przeczytaniu których już nie chce się pisać, nigdy. Każde niemal zdanie niesie w sobie myśl, ma drugie dno położone w najgłębszych rejonach naszej podświadomości.

Cytat:
Słońce stało wysoko na czystym niebie. Wcisnąłem się miedzy skały, skuliłem jak mewa i podziwiałem morze. Czułem, że ciało moje staje się silne, świeże i posłuszne. Myśl podążała za falą, jak ona lekka i bez oporu poddająca się rytmowi morza.

Serce moje ogromniało. Obległy mnie ponure głosy, władcze i błagalne. Wiedziałem, kto mnie woła. Gdy tylko na chwilę zostawałem sam, jęczał we mnie lęk straszliwych przeczuć, obłędna groza czekająca na wyzwolenie.



Siedzę, w tle "Hero" (dla muzyki, nie mam ścieżki dzwiękowej to puszczam film - niespecjalnie wart oglądnięcia, ale muzyka... heh), próbuję czytać i znowu to samo. Zdania jak te powyżej, zamiast przelecieć wzrokiem - zamyślam się nad geniuszem, jaki się za nimi kryje. Niby takie proste - przekaz odczuć, jakie każdy ma gdy siedzi nad morzem, a jak trafnie ujęte. W kilku zaledwie zdaniach przekazane coś, co mi zajęło by pewnie kilka stronic. Kolejny akapit, też niby rzecz prosta - lęk egzystencjalny, coś co każdy czasem czuje. A jak bezpośrednio ukazany, z jakim kunsztem. Człowiek od razu zamyśla się - czemu właśnie tak? Czemu obcowanie z morzem akurat powoduje myśl o śmierci? Przypadek, czy celowy zabieg literacki?

Potem sobie przypominam - jedna z najpiękniejszych pieśni o umieraniu, bodajże celtycki lament żałobny. Też w tle jest dźwięk fal. Pamiętam, zawsze gdy tego słuchałem, odnosiłem nieodparte wrażenie, że nic tak jak morze nie odzwierciedla śmierci. Każda fala jest jednakowa - i właśnie ta jednakowość jest przerażająca. Jeśli wszystkie są takie same, nie ma żadnego punktu zaczepienia. Nieskończony ruch jest równy nieskończonej pustce. Nie możemy żadnej fali wyróżnić, żadna się nie zatrzyma - przemijają, a za nimi są następne, też identyczne. Jak śmierć, jak brak życia. Nieustanny brak.

I dlaczego? Dlaczego Nikos właśnie tak to połączył, czy raczej - dlaczego właśnie widok morza... może w jego przypadku to było po prostu porównanie człowieka, małego, wtulonego w skałę, z ogromem nieskończonej potęgi oceanu? Czuje się z jednej strony silny potęgą całego morza, a jednocześnie zdaje sobie sprawę jak mały jest przy tym, jak nic nie znaczący - i że przeminie, właśnie jak kolejne fale?

I tak w kółko. Co akapit jakaś myśl, która powoduje cały ciąg skojarzeń. To akurat dotyczyło zwykłego opisu krajobrazu, a co się dzieje gdy dochodzi do filozofowania na temat ludzkiej natury? Nie da się tego chyba przeczytać, można co najwyżej przelecieć wzrokiem. Prawdziwe, głębokie czytanie może się posuwać w tempie kilku stron dziennie. Chyba któregoś dnia pójdę do lasu, jest taka polana z pasieką - tysiące pszczół, zapach kwiatów, ptaki - które się tymi pszczołami żywią. Tam można czytać. Pamiętam zabrałem tam kiedyś Ahinsę (pamiętacie to dziewczę?), to nie wierzyła, ze raptem kilkaset metrów od jej balkonu może być takie miejsce. Siedziała i nie potrafiła głosu dobyć. Ile ta współczesna młodzież traci, tylko komputery, telewizja, w kontakcie z prawdziwym pięknem czują, że to jakiś inny wręcz świat. Nic to.

A ktoś czytał "Ostatnie kuszenie Chrystusa"? Bo oglądał ekranizację pewnie każdy, niesamowita muzyka Petera Gabriela (kolejny oskar dla tego pana), te cytaty gdy Chrystus mówi "Jest we mnie Belzebub, mówi - nie jesteś człowiekiem, jesteś synem bożym, jesteś Bogiem!". Miałem tą książkę kupić, ale boję się. Boję się, że znowu nie dam rady przeczytać. Ugnę się pod geniuszem pisarskim.

Oczywiście film zakazany przez kler w wielu krajach - zmuszał do myślenia, a to nie po drodze kościołowi. Tak, musiałem to dodać Smile

No nic. wracam do swoich zajęć, Nikosa mimo wszystko polecam. Było by, oczywiście, milo gdyby ktoś napisał o swoich przemyśleniach, heh.

Wydrukuj tę wiadomość

  Blade runner
Napisane przez: tomakin - 09-14-2020, 01:28 PM - Forum: Offtopy - Brak odpowiedzi

Jak ktoś nie widział, niech natychmiast naprawi ten błąd

film absolutnie genialny (chociaż można by lepiej ale...). Muzyka vangelisa, efekty, klimat. I te cytaty...

test na reakcje emocjonalne:

- Dzień twoich urodzin. Dostajesz w prezencie skórzany portfel.
- Nie przyjmuję go.
- Idę na policję i składam donos na osobę, która mi go przyniosła.
- Masz synka. Pokazuje ci swoją kolekcję motyli...
- i słoik, w którym je zabija.
- Prowadzę go do lekarza.

Kurcze, wyobrażacie sobie taki wspaniały świat? Nie ma, że to kolega dał portfel ze skóry, zasady są ważniejsze od kolesiostwa. Eh... gdyby wszyscy się tak zachowywali. A może by tak założyć własne państwo? Ostatnio komuś się udało. Do psychiatry by się prowadziło ludzi, którzy nie widzą nic złego w jedzeniu mięsa. Albo w... no dobra, daruję sobie [Obrazek: beeefv4.gif]

W sumie jedyne, co osłabia w tym filmie, to harrison ford. Może nie tyle jego gra, co postać. Te sztuczne, beznadziejne teksty jakie czasem puszcza mogą zepsuć całą przyjemność. Przyjemność z takich smaczków, jak np:

- Someone was there

- Men?
- Police.... men?

Pełnej recenzji nie będę pisał, bo może ktoś nie oglądał. ale powiem tylko, że film stawia ciekawe pytanie - czy sztucznie skonstruowany człowiek, z nadanymi sztucznie wspomnieniami drugiej osoby, jest tą drugą osobą? Pytanie nie pada wprost, ale przewija się jako taki niepokojący podtekst.

Nie ma tam specjalnego zagłębiania się w filozoficzne dywagacje, raczej więcej jest efekciarskich puent - płytkich, ale przyjemnie się je ogląda. Nijak też film nie ma się do książki, na podstawie której został napisany. W książce zresztą pytanie też było o klasę głębsze - czy całkowicie sztuczny świat różniły by się od obecnego? I w jaki sposób je odróżnić? Nie da się przecież, a skoro się nie da, to znaczy, że ludzkie poznanie i ludzki ogląd świata jest... erm... niedoskonały Smile

Coś podobnego próbowali przekazać w matriksie, ale wyszedł im bełkot dostosowany do możliwości umysłowych przeciętnego oglądacza współczesnych filmów.

No, to tyle na dziś, wracam bo film przerwałem w połowie - oglądam go już hmm... 20ty raz? Big Grin

Wydrukuj tę wiadomość

  Jubilee
Napisane przez: tomakin - 09-14-2020, 01:24 PM - Forum: Offtopy - Odpowiedzi (2)

Film wspaniały Big Grin Jeden z najlepszych złych filmów, jakie widziałem. Cudowny. Zniewalający. Wciskający w fotel. Reżyser postawił sobie jeden cel - aby KAŻDA scena w tym filmie była pozbawiona dobrego smaku. Udało mu się w całej rozciągłości, a nawet poszedł trochę dalej.

Skorzystam z uroków tego forum, możliwości zamieszczania filmików - załącznie przed dalszą lekturją

http://www.youtube.com/watch?v=RlL0D5BF2Ok

Hymn Wielkiej Brytanii w wykonaniu samej Amyl Nitrate. Ahhh.. grube uda wielkiej brytanii.. . coś wspaniałego.

W filmie jest chyba wszystko, co może człowieka przyprawić o niesmak. Tłuste roznegliżowane kobiety. Ogromna ilość męskich pośladków penisów. No ale czego spodziewać się po Jarmanie, jak nie penisów w ilości przekraczającej wszelkie granice dobrego... erm... jakiegokolwiek smaku. Zastanawia mnie "Wittgenstein" tegoż reżysera. Czy mam tam szansę na gołe foty Wittgensteina? To było by coś, heh.

Stanowczo polecam. Film ma status kultowego w środowiskach punk, wg mnie powinien być puszczany w szkołach podstawowych jako lektura obowiązkowa.

Obraz rozkładu. Myślę, że na kilku płaszczyznach, jak to w filmach Wielkich. Jedna płaszczyzna - Anglia, kompletnie rozłożona, wszelkie wartości zdychają, ludzie mordują się każdego dnia. Druga - rozkład dobrego smaku. Każde w zasadzie ujęcie jest swego rodzaju obrzydliwością. Nawet nie natrętną, po prostu... niesmaczne Smile Kolejna płaszczyzna tego dzieła - rozkład na poziomie dialogów. Za każdym razem ma się wrażenie, że te słowa wypowiadane przez bohaterów są niepotrzebne. Owszem, to zdarza się w wielu filmach, ale nie dotyczy 100% dialogów. No i ostatnia płaszczyzna, upadek sztuki filmowej. Antonioni, Kubrick... tak, można wypisać długą listę ludzi, którzy po zobaczeniu "Jubilee" po prostu by się pocięli.

Mam nadzieję, że każdego zachęciłem w stopniu wystarczającym Smile

Bez specjalnego ryzyka, że cokolwiek popsuję (no, nie mówimy chyba o "dobrej zabawie", co?) mogę streścić parę scen.

Poderwany facet bzyka jakąś laskę, reszta wspóllokatorek rzuca pseudofilozoficzne uwagi. Gdy ko?czy, jej koleżanki obwijają go folią i duszą, po czym wrzucają ciało do Tamizy. Ciało uderza o błoto z lekkim "plask" - i tyle z wodowania. Dziolcha której zabili kochanka lekko popłakuje, na co słyszy "uratowaliśmy cię przed tobą samą".

Nie, ja tego nie potrafię opisać. To jest KUNSZT. Zbyt cudowne, zbyt doskonale beznadziejne, aby przekazać to słowami.

Jutro oglądam jeszcze raz!

Wydrukuj tę wiadomość