Forum wegetariańskie
Bełkot Derridy, czyli o kryzysie humanizmu - Wersja do druku

+- Forum wegetariańskie (http://vegie.pl)
+-- Dział: Nie-wegetariańskie tematy (http://vegie.pl/forumdisplay.php?fid=4)
+--- Dział: Dyskusje (http://vegie.pl/forumdisplay.php?fid=10)
+--- Wątek: Bełkot Derridy, czyli o kryzysie humanizmu (/showthread.php?tid=68)



Bełkot Derridy, czyli o kryzysie humanizmu - tomakin - 09-14-2020

Na początek cytat:

Cytat:

Pytanie to zakłada więc, że coś takiego jak świadomość jest możliwe przed znakiem i poza znakiem, poza wszelkim śladem i wszelką różnią. A również, że świadomość może sama skupić się w swej obecności, zanim rozrzuci swe znaki w przestrzeni i w świecie. Otóż, co to jest świadomość? Co znaczy "świadomość"? Najczęściej daje się ona pomyśleć, wraz z wszystkimi jej modyfikacjami związanymi z jej postacią "znaczenia* czegoś" tylko jako obecność dla siebie, jako właściwe obecności postrzeganie siebie. To, co odnosi się tutaj do świadomości, odnosi się w ogóle do tzw. podmiotowego istnienia. Podobnie jak kategoria podmiotu nie może i nigdy nie mogła zostać pomyślana bez odniesienia do obecności jako hypokeimenon lub ousia itd., tak podmiot jako świadomość nigdy nie może się objawić w inny sposób niż jako obecność dla siebie. Uprzywilejowanie świadomości oznacza więc uprzywilejowanie obecności i nawet jeśli się opisuje w sposób tak głęboki, jak to czyni Husserl, transcendentalną czasowość świadomości, to właśnie "żywej teraźniejszości" przypisuje się zdolność syntezy i nieustannego gromadzenia śladów.




Coś zrozumieliście? Jeśli tak, to bardzo niedobrze... bardzo, bardzo niedobrze. Powyższego cytatu nie da się zrozumieć, ponieważ nie ma on najmniejszego sensu. Ale jest to cytat z książki uważanej za jedno z wybitniejszych dzieł filozoficznych obecnych czasów, autorstwa gościa uważanego za jednego z wybitniejszych filozofów. Są całe wydziały na polskich uczelniach, które zajmują się analizą jego pisaniny, powstały całe kierunki, których nazwy zapewne kojarzycie - postmodernizm, dekonstrukcja, poststrukturalizm.

Przedstawiciele tych nurtów produkują całe stosy literatury wypełnionej takim właśnie tekstem jak w powyższym cytacie. Znakomita większość społeczeństwa albo wprost przyznaje, że tego nie rozumie, albo - żeby nie wypaść na głupka - udaje, że rozumie. Do tej drugiej grupy zaliczają się też, niestety, profesorowie polskich uczelni. Ktoś mógłby zapytać - ale ale, może po prostu faktycznie krytycy postmodernizmu i Derridy są zbyt głupi, żeby to zrozumieć?

I tu z pomocą przyszedł pan Sokal, który postanowił udowodnić, że przedstawiciele tych nurtów najzwyczajniej w świecie bełkoczą, tworząc zawiłe, długaśne zdania, wypełnione wieloznacznymi wyrazami, setkami odniesień do prac innych przedstawicieli, ale nie mające żadnego sensu. Napisał coś w ten deseń - zebrał losowe wyrazy kończące się na "-izm", ułożył w złożone, długie zdania, powrzucał cytaty z dzieł innych twórców - i wysłał do jednego z najbardziej szanowanych czasopism zajmujących się takim czymś. Tekst został przyjęty do druku, ukazał się, ludzie przeczytali, spodobał im się. Przypominam - gość zebrał całkowicie losowe wyrazy i ułożył je w losowy bełkot.

Z humanizmem jest ten problem, że dość ciężko o jednoznaczną, ostateczną interpretację. Z naukami ścisłymi jest łatwiej - albo samochód który zrobimy jedzie, albo nie jedzie, nie ma ukrytych znaczeń. W przypadku dzieła muzycznego, filmu, obrazu czy tekstu odnoszącego się do pojęć abstrakcyjnych - mamy problem. Każdy kretyn może powiedzieć "to wybitne dzieło, a Ty go nie rozumiesz bo jesteś za głupi". I nie ma za bardzo jak udowodnić, że jest inaczej.

Przypomina mi się pewna historia - podobna sytuacja była w malarstwie. Ludzie ostatnio zaczęli wystawiać jakieś losowe kropki, plamy, rysować kolorowe figury geometryczne i nazywają to sztuką. Jak ktoś twierdzi inaczej - był niewrażliwym na sztukę prymitywem, który nie pojmuje ukrytych znaczeń. Dzieła takie osiągają milionową wartość, krytycy jeden za drugim prześcigają się w opisywaniu, jakie to przekazy znaleźli w twórczości. Myślący ludzie wiedzą jednak, że to po prostu banda pozerów, ich dzieła to losowe plamy, a ich "odbiór twórczości" to zwykłe nawijanie makaronu na uszy, żeby zrobić dobre wrażenie i przedstawić siebie w (fałszywym) dobrym świetle kogoś, kto sztukę rozumie lepiej od innych. Na szczęście znalazł się sposób na udowodnienie im, kim są naprawdę.

Jeden gość wystawił dzieła wybitnej malarki z Japonii, które w kraju kwitnącej wiśni robią prawdziwą furorę, wywołując prawdziwe katharsis w ludziach, którzy z takim arcydziełem mają kontakt. Oczywiście krytycy zaczęli na wyścigi pisać eseje wypełnione setkami trudnych, wieloznacznych "-izmów" pod niebiosa wynoszące wybitne wartości artystyczne wystawionych dzieł. Jak już się rozpisali, jak wszyscy docenili wspaniałą twórczość - autor wystawy wyznał prawdę. Obrazy są dziełem wypożyczonej z zoo szympansicy, która dostała farby i poskakała sobie po płótnie.

Z tymi współczesnymi "kierunkami humanistycznymi" wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że one naprawdę dostają się do polskich uczelni, naprawdę są całe katedry im poświecone. Przypomina to powołanie katedry do wymiotowania na płótno na Akademii Plastycznej - są ludzie którzy w ten sposób tworzą "obrazy" i są ludzie, którzy nazywają to dziełem sztuki, ale od uczelni, utrzymywanej z pieniędzy podatników, wymagałoby się trochę więcej.

Zapytano kiedyś pana Chomsky'ego (jednego z najwybitniejszych współczesnych teoretyków języka), co sądzi o Derridzie i reszcie twórców z tak zwanej "szkoły francuskiej" - w odpowiedzi napisał jeden z ładniejszych tekstów, jakie miałem przyjemność czytać. Stwierdził on, że nic nie jest w stanie z ich pisaniny zrozumieć. Następnie porównał to do innych dziedzin nauki - weźmy na przykład technikę PCR oznaczania obecności materiału genetycznego. Niemal nikt z nas tego tak naprawdę nie rozumie, ale zawsze możemy albo znaleźć kogoś, kto umie to wytłumaczyć, albo - jeśli jesteśmy na to jednak zbyt głupi - znaleźć sposób na pogłębienie naszej wiedzy tak, że w końcu zrozumiemy. W przypadku Derridy nikt nie był w stanie wyjaśnic tych zagadnień Chomsky'emu ani żadnemu z jego znajomych humanistów, nikt też nie był w stanie wskazać sposobu na pogłębienie swojej wiedzy i umiejętności tak, aby być w stanie to zrozumieć. Wiecznie słyszało się jedynie "jesteś za głupi / za mało wrażliwy, aby to pojąć". Chomsky sięgnął więc po książkę Derridy dotyczącej zagadnień, którymi on sam zajmował się od wielu lat, czyli dotyczącej teorii języka. Jak się okazało, większości po prostu nie był w stanie zrozumieć, bo była wypełniona jakimś totalnym bełkotem. A te fragmenty, które zrozumiał, bo odnosiły się albo do dzieł, które dobrze znał, albo wręcz do takich których był autorem - świadczyły niezbicie o tym, że Derrida nie ma pojęcia o czym pisze, popełnia błędy w interpretacji na poziomie szkoły podstawowej.

Jak następnym razem usłyszycie takie nazwiska jak Derrida, Kristeva, Lacan, Baudrillard, Lyotard, jeśli kiedykolwiek usłyszycie takie terminy jak postmodernizm, dekonstrukcja, postrukturalizm, a w pewnym stopniu także na przykład gender, to nie próbujcie nawet zrozumieć, o co tam chodzi. Tam o nic nie chodzi. To są po prostu losowe zbiory losowych, wieloznacznych wyrazów, ułożonych w długie i skomplikowane zdania, tak, aby miało to setki możliwych interpretacji - ułożone tak w jednym celu, żeby nikt nie mógł tego logicznie rozłożyć i powiedzieć "to są brednie!". Mają one tyle wspólnego z humanizmem, co robienie kupy na płótno z malarstwem.



RE: Bełkot Derridy, czyli o kryzysie humanizmu - NICE - 09-14-2020

Walić Hegla i Platona. Hegel to bydlę. Platon to gównojad. Hegel hegluje, jeśli fakty nie zgadzają się z Heglem, to tym gorzej dla faktów. Platon to praojciec komunizmu, gdyby wrzucić granat do jego piwnicy gdy wyciągał z dupy swoje teorie to bylibyśmy już na Marsie.


RE: Bełkot Derridy, czyli o kryzysie humanizmu - tomakin - 09-14-2020

Big Grin


RE: Bełkot Derridy, czyli o kryzysie humanizmu - zenek - 09-17-2020

jedyny sensowny filozof to wolniewicz