Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Umiejętności społeczne wegetarian
#1
Zacznijmy od książki. "Bojowa pieśń tygrysicy", o matce znęcającej się nad swoimi dziećmi i dumnej z tego faktu. Pewnie większość czytelników forum nie wie, co tam dzieje się za oceanem, w skrócie - książka opisuje mentalność azjatyckich rodziców. Ich dzieci nie mają żadnego, ale to dosłownie żadnego życia towarzyskiego, każdą minutę poświęcają na doskonalenie umiejętności. Drobny przykład autentycznego zachowania matki opisanego w tej książce - "jak nie wygrasz tego konkursu matematycznego, potnę nożem wszystkie twoje pluszowe zabawki". Azjatyckie dziecko przebywa w szkole nawet 2 krotnie dłużej, niż biały rówieśnik, biorąc korepetycje i uczęszczając na zajęcia dodatkowe, potem dodatkowo jeszcze uczy się w domu. Nigdy nie spotykają się ze znajomymi, nie chodzą na imprezy.

I tu zaskoczenie, tego nie znajdziecie w książce. Pomimo niesamowitych postępów w szkole, azjaci nie robią jakiejś oszałamiającej kariery. Nie zostają wybitnymi naukowcami, azjatyckie dzieci które po 16 godzin dziennie ćwiczyły grę na instrumencie co prawda znajdą się w orkiestrze symfonicznej, ale nigdy nie dostaną się do zespołu rockowego (gdzie mogą zarobić kilkaset razy więcej), nie robią rzucającej na kolana kariery zawodowej - ot, są po prostu przeciętnymi wyrobnikami z bardzo dużymi umiejętnościami teoretycznymi.

Wszystko to ma bardzo piękne wyjaśnienie. Otóż wysiłek umysłowy, który trzeba wykonać podczas imprezy ze znajomymi jest porównywalny do tego, który wykonuje się na olimpiadzie matematycznej. Co komu powiedzieć, jakim tonem, w jaki sposób kształtuje się delikatna sieć relacji między ludźmi, gdzie znaleźć swoje miejsce w grupie. Azjaci są po prostu "social freakami", nigdy nie nauczyli się tych umiejętności. Nie będą potrafili pracować w grupie, a cała współczesna praca naukowa opiera się na zespołach. Nie potrafią rozmawiać z ludźmi, więc tym bardziej nie będą potrafili dać czadu na koncercie. Nikt nigdy od nich nie wymagał interakcji z drugim człowiekiem, więc potrafią tylko stanąć w miejscu i grać na instrumencie.

Co więcej, właśnie podczas takich interakcji kształtuje się agresywność intelektualna, kreatywność. Azjaci przez całe swoje dzieciństwo jedynie słuchali rozkazów, nigdy nie stanęli przed zadaniem bycia przewodnikiem grupy, co potem przekłada się na zadanie bycia osobą dokonującą tego przełomu naukowego. Już o takich szczególach, jak zabicie miłości do wykonywanej czynności czy po prostu potężna trauma i wynikające z niej konsekwencje nie wspomnę, bo to oczywiste.

Często można w takiej np Korei (tej normalnej) zobaczyć dorosłych managerów, pracowników banków czy korporacji, którzy zachowują się jak banda gówniarzy - krzyczą na siebie, biją się, w grupie naśmiewają się z najmniejszego fizycznie czy najmłodszego osobnika. Prezentują poziom interakcji społecznych 10 latka.


Zagadka dla forumowiczów - czy taki skill można rozwinąć w późniejszym wieku? Nie ma co ukrywać, wegetarianie szukający kontaktu z innymi wegetarianami są z reguły dość... no, społecznie zacofani. Częściowo dlatego właśnie są na forach czysto wegetariańskich. Pamiętam zloty wegetariańskie, np zlot u June. Około 30 osób, wszyscy siedzą, 2 dosłownie osoby starają się kręcić jakąś imprezę - tańczą, puszczają muzykę, głośniej rozmawiają etc. Urodziny u bodajże Marynaty - to samo, jedna koleżanka zaprosiła jakichś ludzi z zewnątrz. Kontrast był niesamowity, wszyscy wegetarianie siedzą pochowani w swoich kącikach, coś do siebie szepcą nie za głośno, tamci normalnie się bawią.

"Social skills" bardzo się przydają w życiu, wbrew pozorom. Czy to żeby nie zepsuć ludziom imprezy, czy żeby wyrwać dziewczynę / chłopaka, czy żeby po prostu wywrzeć na kimś dobre wrażenie. Jeśli przyjrzę się historii wszystkich forumów, czatów i organizacji walczących o prawa zwierząt, to jest to jedna wielka historia kłótni i plucia na siebie. Zachowania społeczne, jakie prezentowali wegetarianie można faktycznie porównać do zachowań gówniarskich. Ba, nawet w nowo powstającej wege-eko-osadzie już zdążyło się parę osób pokłócić ze sobą, bynajmniej nie mam tu na myśli sytuacji z forum.

Oczywiście pisząc temat, mam też na myśli siebie. Mam te skille na wyjątkowo niskim poziomie, co często gęsto wychodzi w różnych sytuacjach. Nawet kilka dni temu na skype zwrócono mi uwagę, że w dyskusji wpadłem w mentorski, zarozumiały ton. Można by powiedzieć, że próbując przekazać dość mądre i zaawansowane "naukowo" spostrzeżenia, wybrałem sposób przekazu jaki mogłoby zaprezentować dziecko. Jak ostatnio na imprezie siedziałem z kumplami, którzy - dosłownie - mieliby problemy z zaliczeniem podstawówki, to mimo wszystko czułem się bardzo głupio, oni wszyscy byli w stanie wywierać dużo lepsze wrażenie na otoczeniu niż ja. Wcale nie pomaga dość potężny potencjał intelektualny, to nie są rzeczy, które można "ogarnąć" na intelekt i logikę. Wyleczyć nieuleczalną chorobę? Spoko, dajcie mi tydzień i dam wam lekarstwo (co poniektórzy wiedzą, że faktycznie takie rzeczy robiłem). Poderwać dziewczynę po zawodówce, umieć jej zaimponować? Ops....

Tak więc poprawa umiejętności współżycia społecznego przydałaby się nie tylko mi, ale też znakomitej większości tych najbardziej zaangażowanych wegetarian, tych którzy chcą niejako "uciec" w życie wege społeczności. Oczywiście nikt się tutaj wprost nie przyzna do takiego problemu, ale naprawdę wystarczy być na wege imprezie i porównać z imprezą "normalnych" ludzi.

No, wprost zadając pytanie - zna ktoś jakieś metody na wyszlifowanie takich umiejętności?
Odpowiedz
#2
No cześć Smile.
Nie mam teraz czasu, ale jestem.
Odpowiedz
#3
suuuurciaaaaaaaaaaa
Odpowiedz
#4
Weź pisz krótsze posty
Odpowiedz
#5
njet!
Odpowiedz
#6
Komu by się chciało tyle czytać?
Odpowiedz
#7
Ważny post, cieszę się, że wróciłem do niego drugi raz. Dał mi onegdaj mocno do myślenia. Exclamation Coraz więcej mówi się o tym, że to co robią rodzice niekoniecznie jest jak patrzenie w przyszłość, a bardziej jak patrzenie w przeszłość. Może tak jest, chociaż coś mi mówi, że to nie koniec.

Odpowiedz
#8
No elo
Odpowiedz
#9
(09-14-2020, 01:36 PM)tomakin napisał(a): Zacznijmy od książki. "Bojowa pieśń tygrysicy", o matce znęcającej się nad swoimi dziećmi i dumnej z tego faktu. Pewnie większość czytelników forum nie wie, co tam dzieje się za oceanem, w skrócie - książka opisuje mentalność azjatyckich rodziców. Ich dzieci nie mają żadnego, ale to dosłownie żadnego życia towarzyskiego, każdą minutę poświęcają na doskonalenie umiejętności. Drobny przykład autentycznego zachowania matki opisanego w tej książce - "jak nie wygrasz tego konkursu matematycznego, potnę nożem wszystkie twoje pluszowe zabawki". Azjatyckie dziecko przebywa w szkole nawet 2 krotnie dłużej, niż biały rówieśnik, biorąc korepetycje i uczęszczając na zajęcia dodatkowe, potem dodatkowo jeszcze uczy się w domu. Nigdy nie spotykają się ze znajomymi, nie chodzą na imprezy.

I tu zaskoczenie, tego nie znajdziecie w książce. Pomimo niesamowitych postępów w szkole, azjaci nie robią jakiejś oszałamiającej kariery. Nie zostają wybitnymi naukowcami, azjatyckie dzieci które po 16 godzin dziennie ćwiczyły grę na instrumencie co prawda znajdą się w orkiestrze symfonicznej, ale nigdy nie dostaną się do zespołu rockowego (gdzie mogą zarobić kilkaset razy więcej), nie robią rzucającej na kolana kariery zawodowej - ot, są po prostu przeciętnymi wyrobnikami z bardzo dużymi umiejętnościami teoretycznymi.

Wszystko to ma bardzo piękne wyjaśnienie. Otóż wysiłek umysłowy, który trzeba wykonać podczas imprezy ze znajomymi jest porównywalny do tego, który wykonuje się na olimpiadzie matematycznej. Co komu powiedzieć, jakim tonem, w jaki sposób kształtuje się delikatna sieć relacji między ludźmi, gdzie znaleźć swoje miejsce w grupie. Azjaci są po prostu "social freakami", nigdy nie nauczyli się tych umiejętności. Nie będą potrafili pracować w grupie, a cała współczesna praca naukowa opiera się na zespołach. Nie potrafią rozmawiać z ludźmi, więc tym bardziej nie będą potrafili dać czadu na koncercie. Nikt nigdy od nich nie wymagał interakcji z drugim człowiekiem, więc potrafią tylko stanąć w miejscu i grać na instrumencie.

Co więcej, właśnie podczas takich interakcji kształtuje się agresywność intelektualna, kreatywność. Azjaci przez całe swoje dzieciństwo jedynie słuchali rozkazów, nigdy nie stanęli przed zadaniem bycia przewodnikiem grupy, co potem przekłada się na zadanie bycia osobą dokonującą tego przełomu naukowego. Już o takich szczególach, jak zabicie miłości do wykonywanej czynności czy po prostu potężna trauma i wynikające z niej konsekwencje nie wspomnę, bo to oczywiste.

Często można w takiej np Korei (tej normalnej) zobaczyć dorosłych managerów, pracowników banków czy korporacji, którzy zachowują się jak banda gówniarzy - krzyczą na siebie, biją się, w grupie naśmiewają się z najmniejszego fizycznie czy najmłodszego osobnika. Prezentują poziom interakcji społecznych 10 latka.


Zagadka dla forumowiczów - czy taki skill można rozwinąć w późniejszym wieku? Nie ma co ukrywać, wegetarianie szukający kontaktu z innymi wegetarianami są z reguły dość... no, społecznie zacofani. Częściowo dlatego właśnie są na forach czysto wegetariańskich. Pamiętam zloty wegetariańskie, np zlot u June. Około 30 osób, wszyscy siedzą, 2 dosłownie osoby starają się kręcić jakąś imprezę - tańczą, puszczają muzykę, głośniej rozmawiają etc. Urodziny u bodajże Marynaty - to samo, jedna koleżanka zaprosiła jakichś ludzi z zewnątrz. Kontrast był niesamowity, wszyscy wegetarianie siedzą pochowani w swoich kącikach, coś do siebie szepcą nie za głośno, tamci normalnie się bawią.

"Social skills" bardzo się przydają w życiu, wbrew pozorom. Czy to żeby nie zepsuć ludziom imprezy, czy żeby wyrwać dziewczynę / chłopaka, czy żeby po prostu wywrzeć na kimś dobre wrażenie. Jeśli przyjrzę się historii wszystkich forumów, czatów i organizacji walczących o prawa zwierząt, to jest to jedna wielka historia kłótni i plucia na siebie. Zachowania społeczne, jakie prezentowali wegetarianie można faktycznie porównać do zachowań gówniarskich. Ba, nawet w nowo powstającej wege-eko-osadzie już zdążyło się parę osób pokłócić ze sobą, bynajmniej nie mam tu na myśli sytuacji z forum.

Oczywiście pisząc temat, mam też na myśli siebie. Mam te skille na wyjątkowo niskim poziomie, co często gęsto wychodzi w różnych sytuacjach. Nawet kilka dni temu na skype zwrócono mi uwagę, że w dyskusji wpadłem w mentorski, zarozumiały ton. Można by powiedzieć, że próbując przekazać dość mądre i zaawansowane "naukowo" spostrzeżenia, wybrałem sposób przekazu jaki mogłoby zaprezentować dziecko. Jak ostatnio na imprezie siedziałem z kumplami, którzy - dosłownie - mieliby problemy z zaliczeniem podstawówki, to mimo wszystko czułem się bardzo głupio, oni wszyscy byli w stanie wywierać dużo lepsze wrażenie na otoczeniu niż ja. Wcale nie pomaga dość potężny potencjał intelektualny, to nie są rzeczy, które można "ogarnąć" na intelekt i logikę. Wyleczyć nieuleczalną chorobę? Spoko, dajcie mi tydzień i dam wam lekarstwo (co poniektórzy wiedzą, że faktycznie takie rzeczy robiłem). Poderwać dziewczynę po zawodówce, umieć jej zaimponować? Ops....

Tak więc poprawa umiejętności współżycia społecznego przydałaby się nie tylko mi, ale też znakomitej większości tych najbardziej zaangażowanych wegetarian, tych którzy chcą niejako "uciec" w życie wege społeczności. Oczywiście nikt się tutaj wprost nie przyzna do takiego problemu, ale naprawdę wystarczy być na wege imprezie i porównać z imprezą "normalnych" ludzi.

No, wprost zadając pytanie - zna ktoś jakieś metody na wyszlifowanie takich umiejętności?

moim zdaniem twoje umiejętności są na bardzo wysokim poziomie
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości