Zarejestruj się u nas lub też zaloguj, jeśli posiadasz już konto. 


Poprzedni temat :: Następny temat
Blog treningowy
Autor Wiadomość
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2011-08-04, 21:06   

Nauka biegania ze śródstopia to coś zabójczego. Po ostatniej sesji musiałem przez 2 dni robić kompletną pauzę z uwagi na zakwasy i ryzyko naderwania czegoś (z zakwasami się nie biega, w każdym razie nie szybko - a przy zakwasach na łydkach w ogóle się nie biega ze śródstopia).

Dziś już przestało boleć - no, dalej czuć, ale nie aż tak. Testowe 4 km na tętnie 80%, lekka załamka - 5'20'' na km, w porównaniu do najlepszego czasu na "normalnym" stylu 4'47''. Bardzo ten nowy styl przeszkadza. I podobno tak przez kilka miesięcy jest, a potem dopiero czasy się poprawiają. Co gorsza, z takim tempem po tych 4 km czuję bardzo silne zmęczenie w łydkach. Eh, zachciało mi się bawić na stare lata...

Zamawiam jednak ten olej z wiesiołka od producenta, 130 zł za 3 butle z wysyłką albo 90 za 2. Starczy na ponad miesiąc. Może jak wydam tyle kasy to będę miał motywację żeby to cholerstwo pić.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2011-08-06, 02:17   

Pomału, pomału łydki łapią rytm. Dalej powoli, 4 km, ale coraz ładniej, rytmiczniej, pięć sekund na km szybciej. Trochę czasu minie, zanim zgubię te 20-30 sekund. Dalej bez kontuzji.

Zamówiłem lecytynę, 140 zł - powinno starczyć do pełnego wysycenia organizmu. Cholera, ile to kosztuje. Ale po tym wydatku już powinno być OK z wątrobą.

Kumpelę namówiłem, żeby czas zmierzyła. Albo źle zmierzyła, albo faktycznie przebiegła 200 metrów w 31 sekund. To wynik, z poziomu którego można spokojnie celować w pierwsze miejsca na zawodach w randze narodowej.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2011-08-06, 19:12   

No nie, skręca mnie to 31 sekund na 200 metrów Agaty. Tak krawiec kraje, jak mu materiału staje. Mam jedne z najgorszych genów biegowych (najgorszy z całej klasy), rozwaloną wątrobę, zerwany mięsień, rozwalone kolana. Ile z tego wyciągnę? Najgorsza jest ta wątroba, gdyby nie ona to można by powalczyć. Zobaczymy, jak zareaguje na te dawki supli które biorę. No ale gdyby Agatę namówić na bieganie w vege runners... albo którąś z jej koleżanek wege ze szkoły sportowej... ehhh. (edit) A najlepsze, że słucha mnie, robi co mówię - tak odnośnie diety i supli, jak i treningu. Jak jednej koleżance z vege runners pisałem rok temu, że sobie zdrowie dietą niszczy a jej trening to recepta na kontuzje, obraziła się i przestała odzywać. Pół roku później skończyła w szynach i tyle z jej biegania.

Pozazdrościłem czasu w sprincie, w sumie żeby coś myśleć o poważnym wyniku powinienem biegać przynajmniej 27.xx, a najlepiej 25.xx. Dziś w tym kierunku trening - trochę szaleńczo, biorąc pod uwagę że przestawiam się dopiero na śródstopie i powinienem się oszczędzać. 27 minut dobieg w jedną stronę, jakieś 8 sprintów po 20 sekund w tym ostatni przeciągnięty, wszystko na pełnym odpoczynku, powrót. Starałem się w tych sprintach zbliżyć do stylu wegańskiej torpedy

http://www.youtube.com/watch?v=RwNw6zT2s-U

za bardzo mnie rzuca na boki, za dużo energii na to tracę. Ale wybicie z łydki dużo, dużo lepiej. Razem 1:14', na koniec ledwo się na stopie utrzymywałem. Jak po takich treningach nie odnowi się stara kontuzja łydki, to będzie już naprawdę super - w tak krótkim czasie uda się dojść do treningów ze śródstopia na takiej intensywności, jak bez niego. Oby, oby.
Ostatnio zmieniony przez tomakin 2011-08-06, 21:31, w całości zmieniany 1 raz  
 
   
Krzysiek 
Starszy Bojownik


Dołączył: 24 Mar 2008
Posty: 251
Wysłany: 2011-08-07, 16:55   

Przypuszczam że Tomek by długo nie wytrzymał na zajęciach, jakby słuchał jakiegoś bełkotu, a zdarza się niestety często...
Ja tam śledzę uważnie, jak się ta wiedza medyczna przekłada na wyniki sportowe, nie tylko Twoje ;-)
 
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2011-08-07, 20:02   

A przekłada, przekłada. Tyle, że muszę pracować z tym, co mam, dlatego ciężko o spektakularne efekty. Poprawa czasu o 10 minut komuś, kto biega 50 minut da w efekcie 40, nikt nawet się nie obejrzy, zwiększenie o 3 minuty komuś kto biega 35 - o wiele słabsza poprawa - wzbudziłaby powszechny respekt.

Dziś dalej praca nad śródstopiem, chociaż może powinienem zrobić dzień przerwy. Ale jakoś tak poszło ładnie, bez oporów, 4 km (znowu parę sekund poprawy) po których w łydkach prawie nie było zmęczenia, czułem że mogę kolejne 4. No ale pamiętam, że 2 poprzednie podejścia do wytrenowania łydki skończyły się kontuzjami.

Dalej mam cholerne problemy, żeby pamiętać o braniu supli. W efekcie biorę 1/3 tego, co powinienem. Ale okostne dalej nie bolą, więc nawet ta 1/3 wystarczyła żeby naprawić największe uszkodzenia.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2011-08-08, 20:27   

Dziś dzień z cyklu poprawa tego, co działa. Skoro już zaangażowałem łydki, czyli mięśnie, których niemal w ogóle nie wykorzystuje się w "europejskim" bieganiu, za to bardzo dużo w "afrykańskim" - pora odpalić inne mięśnie, których nie używa się u nas, a tam owszem. Pośladkowe wielkie. Europejczycy mają je porozciągane, nieaktywne, stąd zresztą sporo problemów z kręgosłupem - ale też wolniejszy bieg.

Skupiłem się na tym, żeby te mięśnie były cały czas aktywne, napięt,e a siła biegu wychodziła z ich pracy. Biodra wypchnięte do przodu siłą napięcia, kurcze, ale to musiało zabawnie wyglądać :D Na ile się udało - zobaczymy jutro, jak będą zakwasy to znaczy, że robiłem to dobrze. Szybkość biegu po prostu koszmarnie niska. tętno zabójczo wysokie - ale to norma przy ćwiczeniach technicznych. Pytanie teraz, na ile to ćwiczenie poprawia technikę, równie dobrze może ją psuć. Bo jakoś nie wierzę, że to był "prawidłowy" styl biegowy. Nie z tak zabójczo wysokim tętnem.

Mięśnie pośladkowe wielkie to największe i najsilniejsze mięśnie w organizmie, mają tez najkrótszą dźwignię. Teoretycznie powinny być najmocniejszym motorem napędowym biegacza. W zasadzie gdyby trenować WYŁĄCZNIE te mięśnie, nie byłby to zbyt wielki błąd biegowy.

Mechanizm ich dezaktywacji to po prostu siedzenie - przy biurku, kompie, w samochodzie, przed telewizorem. Następuje przykurcz zginaczy biodra (tych mięśni które podnoszą nogę do góry gdy chcemy np kopnąć kogoś kolanem), jednocześnie nadmiernie rozciągają się pośladki. Skutek jest taki, że cała miednica jest skrzywiona, co najlepiej widać gdy stanie się bokiem do lustra w samych majtkach. Tył jest wyżej niż przód. Aktywacja jest sporym problemem, jako że ciężko "wyczuć" ich pracę.

Aha, policzyłem - ponad 400 zł na suple wydałem w tym miesiącu (czyli przez pierwszy tydzień). Koszmar jakiś :D
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2011-08-09, 20:26   

No i nie ma zakwasów, lekko obolałe biodra, ale cholera wie, co za mięśnie tam pracowały.

Od dawna zakwasów na łydkach nie było, więc dziś trening skupiony właśnie na nich - głównie podskakiwanie w miejscu, w domu. Podskakiwanie na jednej nodze, starając się wybić, a raczej odbić łydką. Potężne obciążenie, ale jakoś daję radę. Niemniej zbyt wysoko nie podskoczę.

Potem jeszcze trening pośladków, już taki normalny, siłowy.

//edit

nie tyle podskoki w miejscu, co na jednej nodze skakanie do przodu, pięta ledwo muska ziemię.
Ostatnio zmieniony przez tomakin 2011-08-09, 22:04, w całości zmieniany 1 raz  
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2011-08-12, 02:45   

Powolne przekopywanie się przez wzmacnianie łydek. Okazało się, że skakanie na jednej nodze do przodu to najlepsze możliwe ćwiczenie do nauki biegania na śródstopiu. Jak ktoś nie ma pewności, jak powinna się układać stopa, pod jakim kątem lądować etc, niech poskacze w ten sposób - raz na jednej nodze, raz na drugiej, a potem starczy już biec naśladując ten rodzaj odbicia. Na sąsiadkę podziałało, wystartowała jak torpeda i w końcu zaczęła czuć, że łydki jednak pracują.

U mnie bez zmian - krótkie wyjścia i bieganie paru kilometrów, ze szczególnym uwzględnieniem poprawności stylu. Cały czas na granicy odnowienia się dwóch kontuzji - okostnej i przyczepu jednego z mięśni łydki, do tego bardzo mocno czuję w zasadzie wszystkie stawy i wiązadła. Ale jak dziś poleciałem 500 metrów to się porządnie zdziwiłem. Szybkość 4'00'' na km, tętno ledwo przekroczyło 85%, praktycznie zero zmęczenia czy zadyszki. Jeszcze parę tygodni i zacznę długie odcinki tak biegać, na porządnym, wysokim tętnie. Na razie skończyłoby się to naderwaniem czegoś w nodze i długą przerwą. Przez ten ciągły ból boję się sprawdzić, jak teraz się układa stosunek szybkości do tętna, na oko znacznie przyspieszyłem i dużo lepiej śródstopie pracuje, załapało właściwy rytm. Widać dziś było przy biegu z sąsiadką, ona ledwo zipie, u mnie tętno 12x, zamiast jak kiedyś 14x. Eh, żeby przy tej szybkości 4'00'' na km faktycznie utrzymywał się puls 160, byłoby cudownie. Jak na razie mam w zasadzie pewność, że po tych ćwiczeniach ze skakaniem ostatecznie załapałem, o co chodzi i jaki styl ćwiczyć. Jeszcze tylko doaktywować pośladki i będzie zupełnie git.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2011-08-13, 23:43   

Pracy nad techniką ciąg dalszy, próba aktywowania pośladków.

Wczoraj miała być przerwa, ale zrobiłem delikatne 4 km. Za to dziś już konkretnie na pośladkowy wielki. Najpierw ponad pół godzinki truchtania starając się siłę wyciągnąć z tych mięśni, tak jak ostatnio. Jak to musi komicznie wyglądać... potem próby złapania ćwiczenia, w którym poczuje się że mięśnie pracują - wyszło. że najładniej je czuję, gdy leżę jak deska na plecach, po czym mając proste, luźne w kolanach nogi unoszę tyłek do góry. Próbuję z jedną nogą lekko uniesioną, tak żeby cały ciężar ciała szedł na jednym pośladku, ciężko idzie. Kontuzja okostnej się odnawia, za wcześnie za szybko zacząłem z tymi sprintami. Parę dni przerwy, akurat będzie na pracę nad nietypowymi mięśniami. Jeszcze trzeba dopakować brzuch, bo coś zostaje z tyłu za resztą.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2011-08-15, 19:46   

Wczoraj jedynie ćwiczenia siłowe, na dodatek tylko jeden rodzaj - za to najlepsze. Siad wykroczny i zakroczny, całkiem sporo powtórzeń, nawet ze sztangą. Balem się o kolana, bo mi przy tym wysiadają, ale wytrzymały. Dziś - było widać, że to najlepsze z najlepszych ćwiczenie dla biegaczy. Sieje dokładnie po tych mięśniach, po których powinno. W pierwszym zakresie ledwo dałem radę nogami powłóczyć, najwolniejsze tempo od kilku miesięcy. W planie było 2x1km w tempie startowym, wyszło 2x500m, na dodatek o wiele, wiele wolniej, niż niedawno. Po każdej 500ce miałem wrażenie, jakby mi ktoś cementu do mięśni na udach nalał. Drugą piątkę poleciałem starając się docisnąć nieco śrubę, wyszło 2 minuty 5 sekund. Zmęczenie tylko trochę słabsze od tego, które miałem przy minucie trzydzieści. W sumie jestem z tej tragicznej formy zadowolony - pokazuje ona, że siady wykroczne i zakroczne faktycznie powodują zmęczenie najważniejszych dla biegacza mięśni. Jak zakwasy z nich zejdą to pewnie polecę jak torpeda. Całego treningu 35 minut, dwa włączenia, wszystko starałem się czysto ze śródstopia, pod koniec łydki bolały jakby miały się urwać. Pięknie, byle tak dalej.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2011-08-18, 20:10   

Przedwczoraj - dobicie jedynych mięśni nóg które nie bolały, seria 200 przysiadów. Wczoraj takie zakwasy, że żadne konkretne ćwiczenia nie wchodziły w grę. dziś Wojtek (pączek w maśle na forum) zabrał mnie w góry. W sumie 10 godzin nam zeszło. Wyszło, jak bardzo pomogła terapia na wzmocnienie kości - jakoś rok temu jak byłem w górach, to w czasie tego całego wyginania stopy na kamieniach okostne bolały jak cholera po godzinie, teraz po 10 nawet śladu nie ma. Określiłbym to łażenie po górach jako jeden z najlepszych treningów, gdyby tylko tempo było takie, żeby się w 7 godzinach zmieścić, to poszłoby też w tlen trochę. No i nie wiem, czy się z paznokciem nie pożegnam jednym. Miłe w sumie rozchodzenie zakwasów na czworogłowych. Gdyby nie to, że spałem pół godziny przed wyjazdem... z cyklu medycyna naturalna - zatoki nie dawały mi żyć, więc machnąłem tak niespecjalnie wierząc w skuteczność jakieś 7000 IU witaminy D. Efekt - częstomocz, co oznacza, że poziom miałem dość krytycznie niski. Reakcja na tak niską dawkę jest naprawdę złym znakiem. A wydawało mi się, że się opalałem tego lata. No nic, chyba jednak się NIE opalałem. A w ogóle spiekłem się dość mocno, straciłem swój image admina :D Taka sugestia do wszystkich internetowców i np osób pracujących za biurkiem - wygląda na to, że jak się nie wychodzi przynajmniej na parę godzin dziennie w okolicy 12, suplementacja to konieczność nawet latem.
 
   
justice
Starszy Bojownik

Dołączył: 24 Kwi 2011
Posty: 334
Wysłany: 2011-08-18, 20:38   

tomakin napisał/a:
wygląda na to, że jak się nie wychodzi przynajmniej na parę godzin dziennie w okolicy 12, suplementacja to konieczność nawet latem.
Cieszę się, że zaczynasz to przyznawać, bo trudno się było powstrzymać od niekomentowania zalecania tylko słońca jako źródła uzupełniania niedoborów ;p
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2011-08-18, 21:14   

przypuszczam, że gdybym miał zdrową wątrobę, to nawet raz na tydzień by starczyło się poopalać. Zresztą ludzie unikający słońca wklejali wyniki pod koniec lata, mieli całkiem wysokie. Tyle że nikt nie wie, w jakim stanie ma ten narząd.
 
   
Surri 
weteran


Wiek: 32
Dołączyła: 27 Kwi 2007
Posty: 3412
Skąd: Kraków
Wysłany: 2011-08-19, 08:22   

prostix napisał/a:
Szkoda, że nie da się w lecie nazbierać aż tak dużej ilości witaminy D, by mieć w zimie również wystarczający poziom pomimo braku suplementacji.

Popieram.
Nie cierpię suplementacji.
 
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2011-08-20, 20:58   

niach niach, uwielbiam suplementację :D

Dziś za namową jomoja kupiłem argininę, niby reklamowana jako środek zwiększający ukrwienie, ale mnie bardziej interesował jej pozytywny wpływ na wątrobę. Zobaczymy, co to da. Dziś już poszło parę kapsli.

Wczoraj znowu jomoj mnie na złą drogę sprowadził - na basen zabrał. W zasadzie nigdy się nie nauczyłem pływać, tyle żeby 50 metrów przepłynąć na egzaminie 15 lat temu. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że dalej umiem! Co więcej, przepłynąłem basen ze 20 razy. Ot, pozytywne efekty suplementacji i biegania. Wieczorem jeszcze dobiłem 4km wokół osiedla, zakwasy takie, że ledwo dało się chodzić, no ale jak mus to mus.

Dziś lepiej, rano co prawda przy zejściu z łóżka musiałem wydać z bólu parę okrzyków bojowych, ale wieczorem prawie nogi nie bolały. O dziwo, na górnych partiach zero zakwasów po pływaniu. No to - myślę - pora dobić łydki, jutro będzie odpoczynek albo trening siłowy na uda / brzuch. Wybiegam sobie za las, w jedną stronę pomału, jest OK, tempo całkiem powolne w stosunku do tętna. Ale wracając postanowiłem przyspieszyć. Cholera, żałuję, że czasu nie sprawdziłem. Tak na oko rozwinąłem jedną z największych prędkości na tętnie ~150 w swoim życiu. Na dodatek wybicie z łydki było wręcz cudowne. Nie mogłem uwierzyć, zerkając na pulsometr. Nie wiem, czy to arginina (trochę za wcześnie na efekty), czy po prostu zejście zakwasów po bardzo ostrych treningach siłowych. Niestety, 3 km takim tempem czystym wybiciem z łydki dalej okrutnie męczy tą grupę mięśni. Sporo czasu minie, zanim 10 km tak przebiegnę. Dzisiejszy trening dał nadzieję, że coś mogę jeszcze w tym sezonie ustrzelić.
 
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template TeskoGreen v 0.1 modified by Nasedo.
Strona wygenerowana w 0,26 sekundy. Zapytań do SQL: 10