Zarejestruj się u nas lub też zaloguj, jeśli posiadasz już konto. 


Poprzedni temat :: Następny temat
Blog treningowy
Autor Wiadomość
munieslaw
M?odszy Bojownik

Dołączył: 01 Lut 2012
Posty: 50
Wysłany: 2017-08-19, 16:14   

Czy jest jakaś różnica w braniu siarczanu cynku zwykłego, a uwodnionego oprócz rzecz jasna dawki? Wiadomo nieuwodnionego trzeba by brać dużo mniej, żeby było tego cynku tyle samo, ale chodzi mi o to dlaczego wszędzie sprzedają siedmiowodny? Taki najłatwiej wyprodukować czy np nieuwodniony jest w jakiś sposób szkodzi? Sorry za głupie pytania, ale ja byłem noga z chemii, tak tak, takich rzeczy uczą w podstawówce, jestem debilem itd....

I w tym badaniu brali 600 mg siarczanu cynku zwykłego czy siedmiowodnego?
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2017-08-20, 21:04   

Przypuszczam, że chodzi o łatwość przechowywania - nie jestem pewien, czy nieuwodniony nie będzie chłonął wilgoci z powietrza, stopniowo zamieniając się w uwodniony i zmieniając swój ciężar, przez co niemożliwym jest odmierzanie dawek. Niemal na pewno używano w tym badaniu uwodnionego.

Nie, nie uczą tego na chemii - tego nawet nie da się nauczyć, bo każda substancja ma inne właściwości, niektóre bezwodniki po wymieszaniu z wodą tworzą bardzo silnie żrące zasady, inne są kompletnie nieszkodliwe.

Ogólnie - używaj uwodnionego i nie przejmuj się resztą.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2017-08-24, 22:40   

Dokopałem się do artykułów, w których przekonywano, że jednym z objawów nadmiernego zakwaszenia organizmu są zaczerwienienia w miejscach, gdzie obficie się człowiek poci. I to nie w jakimś randomowym źródle, tylko czymś, co przynajmniej stara się być poważne.

Spróbuję przez kilka dni brać sodę w małych dawkach, jako że faktycznie ostatnio moja dieta była bardzo mocno kwasotwórcza (zwłaszcza ta cocacola...). Zobaczę, czy to w jakikolwiek sposób wpłynie na cokolwiek, co da się zobaczyć czy zmierzyć.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2017-08-25, 04:19   

No dobra, zamówiłem precyzyjne paski do pomiaru pH - te co miałem wcześniej tak średnio się nadają, z żółtych robią się mokre. Kiedyś już chciałem sobie regularnie mierzyć.

Spotkałem się z dwiema teoriami - jedna, to że wszyscy jesteśmy zakwaszeni, z reguły podaje się listę setek objawów i co to ludziom się nie poprawiało, jak zaczęli się odkwaszać.

Druga, to że wege mają często problemy z uwagi na zbyt zasadową dietę, jedna laska opisywała że nie mogła się wyleczyć przez długi czas, ciągle miała pH moczu zbyt zasadowe i "mgłę umysłową", co znikało gdy jadła dużo białka i pH zmieniało się na lekko kwaśne.

Pomiar moczu jest bardzo fajny, bo organizm w ten sposób właśnie reguluje gospodarkę kwasowo-zasadową. Jeśli ktoś ma organizm "zalany" nadmiarem jednego bądź drugiego czynnika, wyjdzie to w pomiarach - o ile nie są zaburzone jakąś chorobą metaboliczną, ale to już ekstrema.

To jeden z tych przypadków, gdy eksperymentowanie na własną rękę jest mocno niewskazane - "zakwaszanie" może dosłownie zrobić dziurę w brzuchu, "alkalizowanie" z kolei doprowadzić do niewydolności nerek.

Czyli nie będę brał sodę, najpierw się dokładnie zmierzę.

A, wczoraj trening wpadł - łydki, biceps, triceps. Nic więcej nie ruszam, aż dysproporcje jakoś się wyrównają. No, jeszcze podciągnięcia na drążku, bo tego mi brakuje.

Kusi mnie, żeby sobie wyciąg w pokoju postawić. Bo czemu nie. Kilka rzeczy bardzo ciężko zrobić bez wyciągu. Tylko nie mam za bardzo gdzie.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2017-08-28, 03:07   

Przypomniało mi się, jak jakiś gość opisywał kiedyś swoją przygodę z nadmiarem omega 3. Miał od nich okrutnie wysuszoną skórę, wręcz pękała gdzieniegdzie. W sumie w diecie ostatnio miałem bardzo dużą przewagę o3 nad o6. Kupiłem sobie sezamki, zeżarłem tego chyba z 1000 kcal (niezłe żarcie na przytycie), zagoiła mi się pęknięta warga, z którą nie mogłem przez ponad miesiąc dojść do ładu. Oczywiście może to być efekt czegoś innego, uzupełniam ostatnio żelazo, dalej biorę cynk, ale dało mi to do myślenia.

Dokopałem się do dwóch dość chyba ważnych i przegapianych mięśni

https://pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C4%99sie%C5%84_ramienno-promieniowy

https://pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C4%99sie%C5%84_ramienny

ten pierwszy powinien spokojnie dodać z centymetr w przedramieniu, a drugi ma naprawdę duży potencjał - pytanie, czy do tej pory go ćwiczyłem. Niby działa tak samo jak biceps, ale można go jakoś specjalnie wyizolować - jest szansa, że mam go zbyt słabo rozwiniętego i będę miał parę centymetrów jak popracuję.
 
   
meinong 
Starszy Bojownik

Dołączył: 03 Gru 2012
Posty: 428
Wysłany: 2017-08-28, 13:27   

Nadmiar omega 3? Jak tego cudu dokonałeś? Mało który pokarm nie ma omega 6.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2017-08-29, 03:01   

Starczy że jest 1:1 i już masz za dużo omega 3 w stosunku do omega 6.

Po ashwagandzie mam podwyższone tętno i objawy podwyższonej serotoniny, takie jakie miałem po tryptofanie, tylko lżejsze (fascykulacje mięśni mimicznych, potem doszłyby pewnie palpitacje). I tak się zastanawiam, czy to przypadkiem nie właśnie serotonina jest głównym "sprawcą" terrysek?

https://www.ncbi.nlm.nih....les/PMC3012586/

Tu wykazano podwyższony poziom u pacjentów z marskością wątroby, postawiono też hipotezę, że serotonina jest przyczyną zaburzeń krążenia.

Mój organizm dość histerycznie reaguje na wszystko, co podwyższa poziom serotoniny - tryptofan, dziurawiec, teraz ashwagandha, co bym nie brał, mam objawy wręcz zatrucia. Czyli albo mam jakąś hiperwrażliwość i muszę mieć ciągle niedobór jeśli chcę uniknąć objawów, albo - co bardziej prawdopodobne - mam ciągle podwyższony poziom. Albo jest gdzieś zaburzenie poziomu we krwi w stosunku do poziomu w mózgu, albo wrażliwości receptorów...

Nie mogę dokopać się żadnego badania, gdzie analizowano by poziom serotoniny u wegetarian w stosunku do wszystkożerców. Kiedyś coś takiego widziałem, nawet mam na dysku, ale nie dokopię się teraz.

Jutro powinna przyjść zamówiona kreatyna, jej bardzo brakuje w organizmach wege, na dodatek jej suplementacja może obniżyć poziom serotoniny. Na pewno to nie ona jest problemem, bo już dawno bym uzupełnił którymś cyklem kreatynowym i poczuł różnicę, no ale może być fragmentem układanki.

Muszę się temu dokładniej przyjrzeć.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2017-08-30, 07:22   

Zaliczone przysiady, zaliczone siady wykroczne i brzuch. Pośladkowy to chyba najsłabszy mięsień w moim ciele. I ma największy wpływ zarówno na bieganie, jak i na zdrowie - jak o niego w końcu porządnie nie zadbam, odbije się to na kręgosłupie.

Przyszły paski do pomiaru pH, pierwszy poranny wynik - powyżej 7. Pamiętam kiedyś bawiłem się sodą, to coś dziwnego się ze mną zaczęło dziać i to odstawiłem. Teoria "zbyt zasadowego organizmu" w ogóle do mnie nie przemawia, nic a nic to się kupy nie trzyma, ale nie wolno z góry przesądzać, że ma się rację, dopóki się nie sprawdzi. Kobieta która opisywała swój przypadek miała objawy dość podobne do tych, które miałem gdy czułem się wyjątkowo źle, parę lat temu. Tyle, że to objawy które towarzyszą prawie każdej chorobie, łącznie z przeziębieniem. No i organizm ludzki ma genialny sposób na regulowanie pH - szybkość oddechu. W kilkanaście sekund może się cały "zakwasić" dwutlenkiem węgla.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2017-09-01, 22:07   

Koniec z cynkiem, pompuję miedź - i tak przez kilka dni, może z tydzień. Potem znowu powrót do cynku. Znowu odnoszę wrażenie, że mogłem sobie miedź nadmiarem cynku wypłukać.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2017-09-02, 04:44   

A w ogóle wymyśliłem ćwiczenie na ten cholerny podłopatkowy, którego kontuzja do tej pory w sumie nie przeszła i przez to nie mogę ćwiczyć barków.

Wygląda to tak, że leży się na plecach, ręce w barkach ma się rozłożone na boki pod kątem prostym, w łokciu zgięte pod kątem 45 stopni, czyli wygląda to na klasyczną pozycję "ręce do góry" gdy ktoś grozi bronią. Łapie się talerz w dłoń (bo większa dźwignia) i obraca rękę w barku.

Nie jestem całkowicie pewien, czy to wpływa właśnie na podłopatkowy, czy na jakiś inny, ale robiłem to wczoraj i dziś mam naprawdę ciekawe zakwasy. Co więcej, w czasie robienia boli dokładnie jak przy kontuzji, czyli wygląda to tak, jakby właśnie ten nadwyrężony element był wykorzystywany.

Wszystkie ćwiczenia, które widziałem mają dokładnie taki sam ruch, ale w innym zakresie, zaczynają się tam, gdzie moje się kończy - tyle, że tego nie zrobię bez wyciągu albo bez gum.

Musiałem go sobie wywalić podczas szarpania się z podnoszeniem w stylu olimpijskim, to typowa kontuzja, jest on wtedy potwornie rozciągnięty i działają na niego niezłe obciążenia - robienie front squatów czy co gorsza podrzutów bez porządnego rozciągnięcia podłopatkowego to proszenie się o kłopoty. Teraz nie wiem, czy to że dobiłem się potężną dawką D3 wrzucającą mnie na granicę tężyczki, co sprawiło że przez kilka dni miałem wszystkie mięśnie spięte, było kroplą przepełniającą czarę, czy bez tego też bym miał tak samo. Spięty podłopatkowy sprawia, że każdy gwałtowny ruch ramieniem to szarpnięcie jego przyczepu - a że mięśnie poruszające ramię są z reguły kilkadziesiąt razy silniejsze od niego, kończy się tak jak się skończyło...
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2017-09-03, 10:50   

Chwila natchnienia i jasności umysłu - jak się chce mieć większe obciążenie na "agrafce", to trzeba ją ściskać bliżej zawiasu, a nie dalej. Nie wiem, jak mogłem dojść do tego, że trzeba ściskać dalej - pewnie coś w mózgu się połączyło z tym, że trzeba ściskać dalej od stawu biodrowego. I nagle agrafka za 12 zł okazuje się bardzo dobrym ćwiczeniem przywodzicieli.

Jadę też odwodziciele - a konkretnie pośladkowy średni. Znowu o nim zapomniałem, zawsze jak mi się poprawi z kolanem (z reguły po 2-3 treningach) to o nim zapominam. Jego osłabienie jest przyczyną zwyrodnień stawu kolanowego, właśnie skorygowałem to, jak powinno się wykonywać wznoszenie nogi żeby go wzmocnić - i ilość kilogramów które podnoszę spadła z 15 do 2. Cholera wie, czym ja to dźwigałem wcześniej, ale nie tym, co trzeba.

No niestety, po tych przysiadach ze sztangą znowu kolana się odzywają. Nie powinienem tego robić, póki nie wzmocnię tych drobnych stabilizatorów, które zanikły przez lata siedzenia przy kompie.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2017-09-03, 14:06   

A, wyjaśniło się, czemu miałem spękane usta - kreatyna. To czasem spotykany efekt uboczny, ona wyciąga wodę z organizmu i go mocno przesusza, wszystko leci do mięśni. Zastanawiałem się od czego to, bo znowu wróciło i zbiegło się w czasie z braniem miedzi, ale w końcu załapałem, że przecież do kreatyny wróciłem po przerwie.

Zastanawiam się, czy przypadkiem nie wyciąga też ze stawów, co by częściowo wyjaśniało pojawienie się problemu z kolanem.

Dzień wielkich odkryć, kurde.
 
   
munieslaw
M?odszy Bojownik

Dołączył: 01 Lut 2012
Posty: 50
Wysłany: 2017-09-04, 11:41   

Jeszcze trochę i wyjaśnisz zagadkę piramid.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2017-09-11, 23:35   

Z piramidami sprawa jest prosta, kosmici pomagali budować:

https://www.wykop.pl/cdn/...RqbRDy54QUc.jpg

Wczoraj pomagałem jakiemuś starszemu panu szukać telefonu. Trochę sobie przy tym pobiegałem z plecakiem (mocno się zdziwiłem, że gość na rowerze nie był w stanie za mną nadążyć). I tak teraz myślę, że ten plecak wyciągnął mnie do tyłu, przez co odchyliłem miednicę i... biegało się o niebo wygodniej, niż normalnie. Jakoś tak luźno, bez wysiłku, samo leciało do przodu. I na drugi dzień zakwasy na zginaczach biodra - co oznacza, że pracowały na granicy swojego zakresu ruchu. I to ostatnie przekonuje mnie, że to było coś właściwego - bo mam te zginacze bardzo mocno przykurczone i w zasadzie za każdym razem jak biegam, powinienem do tego zakresu ruchu dochodzić, a nie robię tego.

Spokojnie lecę z siłownią, dziś przerobiłem wszystkie te drobne mięśnie wokół stawu barkowego. Zacząłem porządnie pracować nad tymi, które miałem naderwane - da się nimi ćwiczyć, nie boli. Jak zwiększę obciążenia bez powrotu kontuzji - będzie można wprowadzać wyciskanie i OHP. Póki co dalej się boję.

Póki co mam brosplit:

- biceps
- triceps
- przedramiona
- łydka
- podciąganie na drążku

- brzuch
- drobne mięśnie obręczy barkowej
- przywodziciele i odwodziciele ud
- rozpiętki
- naramienne w zakresie ruchu nie prowokującym kontuzji

Jeszcze gdzieś szyję powinienem wcisnąć, to dość ważna grupa mięśni - pozwala np przeżyć wypadek samochodowy, chroni przed zwyrodnieniami kręgosłupa szyjnego czy uciskami na nerwy albo żyły.

Z supli - leci kreatyna, leci czasem beta alanina, obecnie jestem w fazie cynku, potem przerzucę się na miedź, potem znowu na cynk etc. Jeszcze do tego b complex. Nic więcej nie biorę, chociaż powinienem.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13623
Wysłany: 2017-09-13, 21:18   

Wywalony przyczep trójgłowego - w sensie, bardzo delikatnie pobolewa, ale to znak, że jak nie przestanę go tak obciążać, będzie kilka miesięcy przerwy.

Czyli na triceps deload, z 35 na 30, do tego 3 treningi tylko biceps.
 
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template TeskoGreen v 0.1 modified by Nasedo.
Strona wygenerowana w 0,26 sekundy. Zapytań do SQL: 8