Zarejestruj się u nas lub też zaloguj, jeśli posiadasz już konto. 


Poprzedni temat :: Następny temat
Blog treningowy
Autor Wiadomość
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-08-22, 23:01   

No to sobie pobiegałem. Jomoj obejrzał kolano, obmacał, powiedział że nic nie może powiedzieć, żebym poszedł zbadać u lekarza etc, ale w końcu potwierdził, że to prawdopodobnie naderwanie przyczepu jednej z głów mięśnia czworogłowego przy rzepce (wewnętrznej). Dziś się okazało, że nawet pływać za bardzo nie mogę - coś zaczęło tam przeskakiwać. Pewnie wczorajszym rowerem tak to załatwiłem. No nic, przerwa w treningach do czasu, aż wszystko się ładnie pogoi. Będę sobie łydki ze sztangą szlifował - wspięcia na palce do oporu. To nie obciąża tych przyczepów. Do tego sztuczki typu nacieranie olejem lnianym i dieta regenerująca mięśnie - właśnie mięśnie, a nie ścięgna / wiązadła.
 
   
Tequilla 
Starszy Bojownik
piss_mag


Dołączył: 22 Kwi 2011
Posty: 408
Skąd: Ede
Wysłany: 2011-08-23, 11:30   

ale ze spaniem to jakoś nie idzie, co? Do któej to się siedzi przed komputerkiem? :-D ( posty o 4 godzinie, och bosz... :-) )

edit: nogi to shit cholera, najgorzej to sobie załatwić kolana - też mam jakiś problem, trzeba będzie do lekarza się wybrać....
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-08-23, 15:08   

kolana mam załatwione od 10 roku życia w zasadzie, więc nie przejmuję się specjalnie - tyle, że ostatnio przesadziłem z treningiem który nadwyrężał miejsce kontuzji.

I jak można spać, gdy jest tyle rzeczy do przeczytania w internecie...
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-08-23, 23:43   

...a jako że nie mogę biegać, to dla odmiany wkleję jak wygląda trening w czasie odpoczynku - przy możliwie niskim obciążeniu jakichkolwiek mięśni zaangażowanych w pracę kolana:

- wspięcia na łydkach - tu przydatna okazała się (w końcu...) historia filozofii Tatarkiewicza. Można na niej stanąć na palcach i się wspinać. Najpierw ze sztangą obunóż, potem jedna noga na czysto. Serie po 30-40 powtórzeń, cholera wie ile tego w sumie wyszło, grubo ponad 500 na nogę.

Ta część treningu mnie najbardziej interesuje, jako że to jest mój najsłabszy element - mając sporo mocniejsze łydki niż parę tygodni temu, wcale nie widzę jakiejś szczególnie dużej siły przy wykonywaniu tych ćwiczeń. Pytanie, czy dobrze robię, ćwicząc w ten sposób? Łydka w zasadzie powinna pracować jak "sprężyna", statycznie niemal, a te ćwiczenia wzmacniają jej pracę dynamiczną. Możliwe, że osłabiam jej zdolność do wspomagania biegu.

- pośladki - po prostu leżę na łóżku podkładając pod głowę i łopatki poduchę. Spinam pośladkowe wielkie tak, żeby tyłek wyskoczył do góry i żebym wręcz poczuł w nich lekki ból. Musi śmiesznie wyglądać.

- brzuch - zwykłe brzuszki robione dość powoli, z zaakcentowanym spięciem w pierwszej fazie ruchu.

Do tego wciągam tony białka, z odżywek i z normalnego żarcia. I sobie powoli uświadamiam, że przecież takie naderwania przyczepów mięśni mam w zasadzie wszędzie w nogach. Musi gdzieś tam być coś rozwalone, przez co mam dużo słabszą regenerację. Stawiam na wątrobę, przez którą musi całe zjedzone białko przejść, zanim zostanie wykorzystane np do naprawy uszkodzonego miejsca.

I chyba wypada ostatecznie pożegnać się z wizją pobiegnięcia w tegorocznym grand prix vege runners. Po zakończeniu przerwy będę parę tygodni do tyłu, nie sądzę żeby do końca października realne było wzmocnienie łydek tak, aby przynajmniej nie przeszkadzały, a wytrenowanie wytrzymałości tlenowej jest w tej sytuacji czystą abstrakcją.

(za tydzień egzamin na prawko, hu hu ha!)
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-08-25, 21:58   

Tak tylko zauważę, że wspięcia na palce powodują zakwasy jednak w trochę innym miejscu, niż bieg ze śródstopia. Raczej nie jest to idealne ćwiczenie wprowadzające. Wczoraj spróbowałem podskoków na jednej nodze, po 450 na każdą - ale nawet mnie to nie zmęczyło, za to poczułem silne bóle w okolicach starych kontuzji. No niestety, najlepsze ćwiczenie na łydki to jednak bieg - a biegać nie powinienem. Dziś sobie co prawda pozwoliłem na 4 km, ale to głównie z ciekawości czy arginina coś pomaga. Niby szybko, 5'08'' / km, ale bez specjalnej rewelacji. Łydki bardzo ładnie wytrzymały, bez zająknięcia.

Cholercia, muszę jednak przyłożyć się do tego leczenia wątroby, bo nic mi się nie chce brać z tego, co sobie "przepisałem". W sumie widzę sporo potencjału wśród ludzi, sporo z nich mogłoby się wybić z niezłymi wynikami - i mogli zapromować wege, wysokie wyniki to szansa, że parę nowych osób przejdzie na wege. Ale przekonać ludzi, żeby zaczęli normalnie ćwiczyć, jeść i suplementować - masakra. Na urok osobisty nikogo nie wezmę, bo go nie mam. Ludzie lecą na wynik, a póki nie naprawię wątroby, nie zrobię wyniku.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-08-28, 14:58   

Przedwczoraj - wspięcia na palce, tym razem z obciążeniem - 20 kg trzymane w ręce po stronie ćwiczącej nogi, wspięcia jednonóż. Wczoraj - żeby całkowicie nie rozłożyć mięśni, delikatne 4 km, kolano póki co się nie odzywa. Tempo 5'15'', 45 sekund wolniej od docelowego czasu na tym tętnie. Dziś już solidniej, 30 minut w domu na bosaka, w drugiej połowie bieg z uderzaniem piętami o pośladki, pod koniec założyłem 2,5 kg obciążniki na nogi. Takie coś może lekko podniszczyć stawy, proszę nie naśladować :D Na koniec pośladkowy wielki - takie ciekawe ćwiczonko, kładzie się brzuchem na pufie, jedna noga jakby się klęczało, druga prosto do tyłu, wyprostowana, na jednej linii z plecami, pracuje w górę i w dół, z obciążeniem 5 kg.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-08-31, 20:12   

krótki wpis - nic nie robię, złapało mnie lekkie przeziębienie, jutro egzamin na prawko - nie chciałem się zaziębić mocniej albo głupiej kontuzji złapać. Kolana już nie bolą, spokojnie mogę po schodach wbiegać. Siedzę i wcinam białko kilogramami, zobaczymy po egzaminie i przeziębieniu jaki będzie efekt.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-09-01, 21:10   

Prawko oblane na głupocie jak zawsze, no to zrobiłem sobie trening na technikę, łydki i wytrzymałość tlenową - 2x1km po rozgrzewce. Żałośnie mało, a i tak ledwo jestem w stanie teraz chodzić, tak łydki dostały. Kondycja po tej przerwie i przeziębieniu tragiczna, szybkość tych kilometrówek (biegłem startową na 10k) wyszła po 4'33''. Sam nie wiem, co mnie tak spowalnia - było 4'05'' zanim zacząłem ze śródstopiem szaleć, więc może to to, ale może to przeziębienie? Nie ma co filozofować, trzeba czekać aż zakwasy z łydek zejdą i powtarzać ten typ treningu, bo widzę że najwięcej daje.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-09-03, 16:54   

Wracam jednak (po raz kolejny...) do starego stylu biegania. Dochodzę jednak do wniosku, że ludzka stopa nie jest stworzona do tego, co próbowałem zrobić, biegałem niefizjologicznie, dlatego wolniej. Ciekawe, czy kiedykolwiek uda mi się uzyskać pewność "teraz biegam poprawnie". Jak znam życie to nie :D

Dziś 42 minuty normalnego biegania, dalej z lekkim przeziębieniem, ale na tyle ciepło jest że się nie bałem. Z suplementacji - wrzucam w siebie kilogramy białka + żrę suple na wątrobę, jeśli w ciągu miesiąca (na tyle odżywka białkowa starczy) nie znikną objawy które mam, trzeba będzie szykować kasę na porządne badania układu krążenia.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-09-05, 22:47   

Wczoraj 2x1km + rozgrzewka + wychłodzenie, czasy dalej słabiutkie, no niestety. Dziś 5 km rozgrzewki i 3x200m, 35'', 33'', 35''.

http://www.youtube.com/watch?v=1dmjQfCYEtQ

tak patrzę, patrzę i myślę - jaka jest ta zasadnicza różnica między ich bieganiem, a bieganiem białych? Od 2 lat chyba sobie to pytanie zadaję i nie mogę dojść do właściwej odpowiedzi. W sumie jaka różnica to widać, ale w jaki sposób trenować, żeby lata nabierania złych nawyków zostały przezwyciężone?

Dziś się zastanawiałem, czy powinienem trenować zginacze biodra, czyli unoszenie wysoko kolan. Ale im dłużej oglądam te filmiki, tym bardziej dochodzę do wniosku, że powinienem raczej na siłę kopać się w tyłek w czasie biegu.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-09-07, 19:51   

ah ah

http://www.youtube.com/watch?v=X6Q_TIuf_ZI

przyjrzeć się biegowi mistrzów i naśladować, to jest to.

Wczoraj sobie znowu kolano rozwaliłem - tak ładnie się goiło i przy przeskakiwaniu przez strumień wylądowałem na kamieniu który się obsunął - złapałem równowagę, ale musiałem nieźle napiąć mięśnie obok kontuzji. Aż mnie przyćmiło z bólu, no ale szybko przeszło. Wieczorem już dałem radę trochę pośmigać ze zwróceniem szczególnej uwagi na zginacze biodra

Dziś - jakieś 10 km w dość wolnym tempie, ale starając się trzymać idealną technikę. Już daaaaaawno tak luźno i przyjemnie mi się nie biegło. Gdyby nie to, że łydki wołały o litość, zastanawiałbym się nad kolejną dyszką. Zero zmęczenia, po powrocie do domu jeszcze solidny trening na zginacze biodra - kopnięcia z nogi zakrocznej, wznoszenia z obciążeniem etc. Podobał mi się ten dzisiejszy wypadzik. Kurcze, gdyby jeszcze coś z tym krążeniem udało się zrobić - póki co bez zmian, jak było beznadziejnie tak jest dalej. A sukces w biegu długodystansowym to w 80% sprawny układ krążenia, w zasadzie zawsze wygrywa osoba z najsprawniejszym pompowaniem tlenu do mięśni.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-09-09, 00:38   

drobny wtręt - częściowo wyjaśnia się sprawa chorowitości i słabej regeneracji, alergia na kurz (i pewnie na zarodniki pleśni w nim). Drugi dzień sprzątam, po pierwszym dniu wymiatania kurzu z zakamarków katar dał mi raptem parę godzin pospać. Swoją drogą kto by pomyślał, ile to brudu i kurzu może się w środku zasilacza zmieścić - tak, nawet tam odkurzyłem :D

Parę lat temu wyjechałem do dziewczyny, wróciłem - moi kochani rodzice wymienili okna na plastikowe podczas mojej nieobecności, chociaż 30 razy zaznaczałem, że nie chcę. Od tego czasu zaczęły się kłopoty zdrowotne, aż w końcu następna dziewczyna znalazła gigantyczną grzybnię za szafką. Po wywaleniu tego dziadostwa (czyli w zasadzie po generalnym remoncie pokoju, zlikwidowaniu akwariów etc) 90% problemów znikło, ale widocznie trochę tego gdzieś zostało. Powinienem się zmusić do częstego sprzątania. Albo wyprowadzić w cholerę.

Możliwe, że obecne kłopoty z krążeniem (a raczej kompletny niemal zanik krążenia obwodowego, bo kłopoty to w tym wypadku eufemizm) wzięły się właśnie od zatrucia toksynami grzybka parę lat temu - mają one bardzo silne działanie niszczące wątrobę. No, koniec offtopa, ziółka na wątrobę, odżywka białkowa i spać! Jutro ostatni region pokoju do wypucowania.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-09-11, 20:11   

Dziś cały dzień łażenia po lesie i górach, krzywo postawiona noga - odnowienie kontuzji przy wtórze bólu na tyle silnego, że moja "kurwa" spłoszyła zwierzęta w promieniu kilkuset metrów. No ale przy bieganiu nie boli w ogóle, więc wieczorem machnąłem trochę ponad 8 km w niskim zakresie. Wczoraj przerwa i zajmowanie się gośćmi, przedwczoraj dwa wyjścia - najpierw godzina marszobiegu z sąsiadką, potem jeszcze 4 km samemu, bo to z sąsiadką to nie bieganie tylko gadanie przeplatane krótkimi truchtami.

Stan układu krążenia na oko bez zmian.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-09-14, 01:37   

Wczoraj trochę ostrzej - 2 godziny wycieczki biegowej z sąsiadką, ale zakończone 3 ostrymi podbiegami pod górkę. Dziś - 4 km klasycznie wokół osiedla. Nawet ładny czas, 5'10''/km, wczoraj tak na oko biegało się jeszcze lepiej i pewnie zrobiłbym lepszy, ale te 3 sprinty mnie wykończyły.

Od niedzieli wracam do picia jodu, cholera, zawsze zapominam to robić. Efekty zresztą są bardzo szybkie i dość niesamowite - o wiele cieplej mi w palce, mam w nich jakby więcej czucia, jakbym się uspokoił. Jest ścisły związek między rozwaloną tarczycą a rozwaloną wątrobą, możliwe, że ta bardzo dobra reakcja na jod teraz ma coś wspólnego z tym, co robiłem wątrobie.

Najbardziej cieszy mnie to, że poprawiła się temperatura palców i ogólnie dłoni. Co prawda nie widzę na razie poprawy w stanie krążenia, jak było praktycznie zerowe tak jest, ale gołym okiem to będzie widoczne dopiero, gdy się zregeneruje większość naczynek.
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13429
Wysłany: 2011-09-15, 19:23   

Wczoraj raptem 35 minut, ale z ultramocną pracą łydki. Chyba aż przesadnie zaznaczoną, dziś stawy skokowe mnie bolą. O dziwo, zakwasów nie ma. Dziś ostro w palnik - 6 czy 7 podbiegów pod górkę z takim obciążeniem, że na koniec biegu miałem tętno ponad 90%, a w ostatniej serii zacząłem odpływać. Czas podbiegu - 25 do 28 sekund. Przy okazji chyba się zaziębiłem, nogi wczoraj i dziś lodowate. Ale może to efekt uboczny jodu i wygaszenia tarczycy - na to stawiam nie przerywając treningów.
 
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template TeskoGreen v 0.1 modified by Nasedo.
Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 8