Zarejestruj się u nas lub też zaloguj, jeśli posiadasz już konto. 


Poprzedni temat :: Następny temat
Czy feminizm różni się od antysemityzmu?
Autor Wiadomość
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13584
Wysłany: 2015-03-25, 01:02   Czy feminizm ró?ni si? od antysemityzmu?

W dzisiejszym odcinku będzie o feminazizmie. A konkretnie o tym, dlaczego feminizm w swej istocie nie różni się od antysemityzmu, rasizmu czy wszelkich innych form nienawiści opartej na wykluczeniu.

Przyjrzyjmy się niemieckiemu antysemityzmowi z połowy zeszłego stulecia. Opierał się w zasadzie na dwóch filarach: że Żydzi rządzą światem i Niemcy są z powodu Żydów poszkodowani. Mechanizm był prosty - wszystkie stosunki niemiecko - żydowskie były interpretowane jednostronnie, na przykład zwracano uwagę na tego jednego bogatego bankiera, ale ignorowano te setki biednych żydowskich rodzin. Rozpamiętywano przypadek zwolnienia z pracy po przejęciu fabryki przez rodzinę żydowską, nie pamiętano pogromów czy przejmowania majątków rodzin żydowskich.

Mechanizm zawsze jest ten sam - znaleźć sobie kogoś, na kogo można zrzucić winę za wszystkie swoje niepowodzenia, wybierać wszystkie te rzeczy, które osobę lub grupę osób oceniają negatywnie, ignorować pozytywy, a w przypadku relacji negatywnych - interpretować wszystko tak, żeby jedna strona zawsze była winna, druga poszkodowana.

Jakie są główne założenia feminizmu? Po pierwsze, że mężczyźni rządzą i rządzili światem, po drugie - że kobiety są ofiarami i miały oraz mają - ogólnie rzecz ujmując - "gorzej", więc trzeba walczyć o ich prawa. Warto zauważyć, że gdyby kobiety NIE miały gorzej, to walka o ich prawa i tylko o ich prawa byłaby niczym walka o białą rasę. Dlatego między innymi feminizm dąży do ukazania kobiety jako wiecznej ofiary, a mężczyzny - jako oprawcy. Niczym nie różni się to od propagandy nazistów potretujących Żydów jako krwiożercze bestie, ale podobnej propagandy ukazującej w ten sposób czarnoskórych. Biała rasa prześladowana przez kolorowych, cywilizacja prześladowana przez Żydów, kobiety prześladowane przez mężczyzn - to jeden i ten sam mechanizm, polaryzacja świata, dzielenie na "ofiary" i "sprawców".

Przyjrzyjmy się kilku argumentom feminizmu, rozkładając je na czynniki pierwsze, a także - aby unaocznić rozmiar tej zbrodni, jaką jest takie jednostronne spojrzenie - podkładając pod feministyczne postulaty rasy czy narodowości.

"Mężczyźni zawsze niewolili kobiety - mieli prawo do edukacji, pracy i głosowania".

Po pierwsze, owe "prawa" wynikały nie z żadnego "zniewolenia", ale ze zwykłych przystosowań ewolucyjnych. Mężczyzna zawsze był tym, kto szedł polować i pracować, kobieta zaś - miała rolę zajmowania się dziećmi, gdyż przy odwrotnym układzie społeczność by po prostu nie przetrwała. Kobiety nie dałyby rady polować czy pracować w kopalniach, mężczyźni nie potrafiliby zająć się małym dzieckiem. Co więcej, do edukacji mieli prawo tylko nieliczni - 99,9% mężczyzn go nie miała i krzyczenie, że mężczyźni jako całość byli specjalnie traktowani, chociaż zaledwie jeden na tysiąc miał "lepiej" jest zwykłą mową nienawiści, określającą grupę z uwagi na cechy nielicznych jednostek. A co najważniejsze, gorączka połogowa sprawiała, że bardzo wiele kobiet umierało przedwcześnie, przez co inwestycja w postaci edukacji byłaby stracona.

Po drugie - mężczyźni nie mieli PRAWA do pracy, oni mieli OBOWIĄZEK. Musieli pracować i utrzymywać kobietę, a co więcej - w przypadku wojny, to właśnie mężczyzna musiał iść na wojnę i bardzo często umierał, nie mając nic do powiedzenia. Feministki oczywiście krzyczą, że to "mężczyźni wywołują wojny", ale to znowu jest mowa nienawiści - obwinianie tego umierającego na wojnie Janka za to, że jakiś tam król posłał go na wojnę tylko dlatego, że obydwoje mają penisa jest niczym obwinianie czarnoskórego za to, że jakiś inny czarnoskóry popełnił przestępstwo. Kobieta nie miała za wiele do powiedzenia, nie mogła iść do szkoły, ale mężczyzna miał do powiedzenia równie mało - musiał iść pracować w kopalni, musiał iść na wojnę, musiał odrabiać w polu.

Ciężko tu ocenić, która płeć miała lepiej, która gorzej - czy kobiety, z których co tysięczna mogłaby z racji urodzenia iść do szkoły ale nie zrobiła tego, bo jej płeć zabraniała, czy mężczyźni, z których co drugi chciałby założyć rodzinę i spokojnie żyć, ale nie mógł, bo z uwagi na płeć musiał iść bić się za nie swoją sprawę. Nie o to zresztą tutaj chodzi - bardziej o pokazanie jednostronności spojrzenia, a także owego zrzucania winy na całą grupę "mężczyzn" dlatego, że jakiś jeden zrobił coś złego albo miał lepiej niż przeciętna kobieta.

"Mężczyźni mają lepiej, są na kierowniczych stanowiskach, większość wynalazców i geniuszy to mężczyźni, to wynik patriarchatu".

Mistyczny "patriarchat", spisek męski - coś w rodzaju "spisku żydowskiego", którym feministki tłumaczą, dlaczego więcej mężczyzn jest na wysokich stanowiskach, identycznie jak antysemici wyjaśniają, czemu więcej bankierów jest pochodzenia żydowskiego - według naziola nie dlatego, że Żydzi mają takie tradycje rodzinne i częściej posyłają dzieci do szkół o takim profilu, nie dlatego że więcej na to pracują, to musi być spisek...

A jaka jest prawda? Banalna. Pomijając niemierzalne cechy jak większa agresja mężczyzn i większe parcie na "sukces", trzeba zwrócić uwagę na jedną zasadniczą i w pełni mierzalną cechę biologiczną - krzywa Gaussa jest dla mężczyzn bardziej rozszerzona. Cóż to oznacza? Otóż chociaż średnie IQ jest takie samo, to mężczyźni mają dużo większy "rozrzut" - jest wśród nich więcej zarówno geniuszy, jak i idiotów, tym więcej im większe ekstremum bierzemy pod uwagę. I tu znowu mamy do czynienia z bardzo ciekawym zjawiskiem - feminizm nie ma najmniejszych problemów z zaakceptowaniem lewej strony krzywej Gaussa, tego, że wśród mężczyzn będzie więcej przestępców, idiotów i ogólnie jednostek "nieudanych". Feministki ignorują to, że praktycznie wszystkie najgorsze miejsca pracy zajmują owi "nieudani" mężczyźni, że stanowią znaczną większość bezdomnych, że popełniają kilka razy więcej samobójstw. To jest według feminizmu OK. Jak mężczyzna jest na dnie, to jego problem. Ale niech tylko któryś spróbuje się wybić - o, co to to nie...

Ale to nie jest w sumie istotne, najważniejsze jest to, że mężczyźni NIE mają lepiej - na każdego kierownika przypada 100 bezdomnych. Filozofia feminizmu nie różni się tu niczym od faszystowskiej retoryki, pokazującej tego jednego bogatego bankiera żydowskiego, ale ignorującej całe przymierające głodem wioski żydowskie.

"Mężczyźni zarabiają więcej, to niesprawiedliwe!"

Po pierwsze, znowu mamy do czynienia ze skrajną jednostronnością. Owszem, zarabiają więcej, ale... oddają te pieniądze kobietom. Jakoś feministki nie mają problemu z tym "seksistowskim stereotypem", co więcej, walczą o jego utrzymanie i forsowanie przepisami prawnymi - to właśnie organizacje feministyczne są za tym, żeby w czasie rozwodu kobieta przejmowała majątek mężczyzny, a także żeby to on płacił alimenty - które są reliktem czasów, gdy mężczyzna był jedynym żywicielem rodziny. Feministki w swojej nienawiści do mężczyzn jakoś nie widzą nic złego w tym, żeby zabrać komuś dzieci i jeszcze kazać mu za to zapłacić.

Po drugie, mężczyzna statystycznie piętnaście razy częściej ginie na skutek wypadku przy pracy niż kobieta. Naprawdę niesmaczne jest żądanie takiej samej płacy za pracę piętnaście razy bardziej niebezpieczną.

Po trzecie zaś, kobieta i mężczyzna zarabiają dokładnie tyle samo, jeśli wykonują taką samą pracę. Wszystkie te feministyczne artykuły o "różnych zarobkach na tych samych stanowiskach" miały na celu wykazanie nieprawdy, więc pomijały istotne czynniki - na przykład porównano kobiety i mężczyzn z różną ilością godzin pracy, z różnym stażem, albo brano pod uwagę dwa zakłady z "identycznymi" warunkami - gdzie w jednym byli głównie mężczyźni i zarabiali więcej, w drugim kobiety i zarabiały mniej. Ale pominięto fakt, że mężczyźni musieli dojeżdżać godzinę dłużej, dlatego w ich fabryce były wyższe zarobki. Wszystkie, podkreślam - WSZYSTKIE badania które uwzględniły wszelkie możliwe czynniki wykazały, że jeśli warunki są identyczne, zarobki również są takie same.


Można tak ciągnąć w nieskończoność, ale to nie ma sensu - wszystkie argumenty feministek brzmią identycznie, jak propaganda rasistów czy antysemitów. Obarczają winą za czyny jednostek całą grupę, dzielą na "złych" i "dobrych", jednostronnym spojrzeniem starają się stworzyć wrażenie że jedna grupa jest "ofiarą" a druga "prześladowanym". Do czego to prowadzi? Skopiuję może jedną z ostatnio modnych akcji feministycznych, w których nie widzą one NIC złego - i podstawię pod wypowiedzi inne grupy społeczne:

"Sposoby zmniejszania ryzyka gwałtu" - wersja 1

"jeśli widzisz samotną kobietę, nie gwałć jej"
"jeśli jesteś w windzie i wejdzie kobieta, nie gwałć jej"
"jeśli nie możesz się powstrzymać od zgwałcenia kobiety, zapytaj kolegi, żeby Ci pomógł się powstrzymać"

wersja 2, jak zapobiegać zabijaniu niemowląt przez kobiety

"jeśli dziecko zaczyna płakać podczas karmienia, nie zabijaj go"
"jeśli dziecko krzyczy i nie daje ci zasnąć, nie duś go poduszką"

wersja 3, porady dla czarnoskórych jak zmniejszyć przestępczość wśród mniejszości etnicznych

"jeśli widzisz samochód białego człowieka, nie okradaj go"
"jeśli udałeś się do sklepu, nie kradnij, tylko zapłać za wybrane towary"


Te trzy wersje NICZYM się nie różnią, niemniej pierwsza ma potężne poparcie społeczne i jest uważana za "postępową", próba opublikowania dwóch pozostałych skończyłaby się zapewne rewolucją.
 
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template TeskoGreen v 0.1 modified by Nasedo.
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 8