Wiek: 24 Dołączyła: 27 Kwi 2007 Posty: 2194 Skąd: Kraków
Wysłany: 2008-04-04, 18:10
No mnie tez w szpitalu rodzice ratowali żarciem. Mięsa mi na talerz nie kładli, zup tez odmawiałam.. kiepsko by było. Nawet ojciec, który sie wiecznie ze mną kłoci o mięcho przynosił mi jakieś kotlety sojowe. Przez pierwszy tydz nie mogłam się doczekać piątku, że niby dzień bez mięsa i żarcia będzie jeszcze więcej ... oczywiście wjechała ryba ...
Ale o dziwo te wszystkie staruszki, które ze mną leżały nie patrzyły na mnie jak na ufola :)
_________________ Nigdy z sobą się nie kłócę kłócę, nigdy siebie nie porzucę
Całe noce, całe dnie, ja po prostu kocham się
Wiek: 33 Dołączyła: 20 Mar 2008 Posty: 54 Skąd: z lasu
Wysłany: 2008-05-02, 13:53
hm,
ja po wielu bojach na różnego rodzaju imprezach rodzinnych, czy wypoczynkowych dałam sobie spokój z zawiłym tłumaczeniem mojej postawy żywieniowej, która i tak do wszystkich nie trafia... jakaś etyka, empatia... o co w ogóle chodzi...
od kilku lat świetnie sprawdza się fortel, że po prostu jestem alergikiem, a mięso powoduje u mnie uczulenie... ludzie są trochę zdziwieni, ale nie zadają zbędnych pytań. Przeważnie dostaję wtedy jakieś wegetariańskie jedzenie. polecam wypróbowanie tego sposobu
_________________ nie jestem ekoterrorystą!
non violence direct action!
Sówka, ja miałam podobnie, już kiedyś chciałam przejść na wegetarianizm, bo dowiedziałam się w jaki sposób traktuje się zwierzęta, których się robi mięso, no i byłam przez jakiś czas wegetarianką, ale po 3 miesiącach nie wytrzymałam, nie bo mięso mi smakuje, tylko dla tego bo wszyscy na mnie naciskali że sobie zaszkodzę itp. Pewnie nie została bym wegetarianką, gdyby nie to że po jakimś czasie, z dziwnej przyczyny zaczęłam czuć wstręt do mięsa i mnie mdliło, i jak mówię że mnie mdli jak czuję zapach mięsa to wszyscy mnie zostawili w spokoju :).
Na obozach zawsze dogadywałam się z ekipą z kuchni i dostawałam coś bezmięsnego :D Hahaha, niekiedy były to całkiem znośne potrawy i całkiem gustowne, a niekiedy po prostu śmieszne, jak chociażby pomidor obrany ze skórki, upieczony w całości z dodatkiem sera i ziół. Jak kobieta dotransportowała to do mojego stolika to myslałam, że umrę na miejscu :D
Co do wycieczek klasowych itp. to nie mam problemu, bo na moje szczęście w moim otoczeniu zawsze znajdzie się paru wege znajomych
_________________ -Czym jest niebo?
-To coś, co stale nam przypomina, jak mali jesteśmy...
Na obozie w wakacje, po prostu nie brałam kotleta i jadłam ziemniaki z surówką
Za tydz dokładnie jadę na wycieczkę 3dniową i zamierzam wsiąść ze sobą kotlety sojowe i sama sobie je robić, bo ponoć jest kuchnia w domkach. Wezmę jeszcze kupę ^^ past na kanapki i będę nawracać mięsożernych, bo niestety w klasie tylko ja sama jestem wege
_________________ Chcesz poznać powód jego śmierci?
Tym powodem jest gulasz cielęcy.
Wiek: 29 Dołączyła: 11 Maj 2008 Posty: 25 Skąd: Wawa
Wysłany: 2008-06-05, 11:00
Cytat:
i jak mówię że mnie mdli jak czuję zapach mięsa
U mnie tez tak bylo, oczywiscie zmienilam diete, maz mi trul, ale pozniej jak zjadlam mieso, robilo mi sie niedobrze i musialam wszystko zwrocic i generalnie dzien byl stracony..........Do meza nareszcie dotarlo.
chociażby pomidor obrany ze skórki, upieczony w całości z dodatkiem sera i ziół. Jak kobieta dotransportowała to do mojego stolika to myslałam, że umrę na miejscu :D
Oni ci haute cuisine serwują a ty się nabijasz:P
Wychodzę z założenia, że parę dni na warzywach, owocach i chlebie tylko mi pomoże I stanowczo wolę wyjazdy za granicę, gdzieś, gdzie jest dużo chińczyków z chińskimi budkami...
A ja tam bywało ,że głodóweczkę uskuteczniałam ale bynajmniej mi to nie szkodzi. Zazwyczaj biorę duuużo własnego jedzenia...
W tym roku byłam miesiąc we Francji u rodziny, w charakterze pomocy domowej.
BYŁ problem, do końca nie zrozumieli dlaczego i po co. Nie wierzyli,że jestem alergiczką (nie jestem) ,że nie mogę jeść itd. Na szczęście w większości to ja gotowałam, potraw było zawsze dużo, ale rodzina bardzo upierdliwa pod tym względem. Myślę,że warto brać to pod uwagę przy takich wyjazdach.
Ja jadę w lipcu na wyjazd 8-dniowy. Jadę z dwoma wegetariankami. Podobno jedzenie nie jest takie złe i zwykle mięso jest na obiadokolację ale i tak będziemy często odwiedzać jakieś sklepy z owocami, warzywami itd., bo w ogóle by czegoś tego nie jadła. Tylko by mnie nauczycielka zmuszała, bo to w ksozt wycieczki jest wliczone Ale damy radę... We trzy
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum