Zarejestruj się u nas lub też zaloguj, jeśli posiadasz już konto. 


Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: Surri
2012-04-14, 08:54
?wiat musi i?? na diet?
Autor Wiadomość
Surri 
weteran


Wiek: 33
Dołączyła: 27 Kwi 2007
Posty: 3406
Skąd: Kraków
Wysłany: 2012-04-13, 10:11   ?wiat musi i?? na diet?

Ceny produktów rolnych sięgnęły zenitu i nie należy się spodziewać, że jest to sytuacja przejściowa. Bilansując popyt z podażą, świat nie ma wielkiego pola manewru. Z wyjątkiem ograniczenia produkcji mięsa

Analitycy rynkowi ekscytują się tym, jak uciekają notowania cukru, zbóż i roślin oleistych. Tymczasem w ciągu ostatnich miesięcy nawet kapusta zdrożała o 500 procent. Wraz z powrotem koniunktury na surowce cały rynek żywności wywrócił się jak kostki domina. Jaką w tej sytuacji strategię mają przyjąć przetwórcy spożywczy i co zrobią konsumenci? Czy obecną zwyżkę potraktować jak pik z roku 2008? Przeczekać z podwyżką cen?

Bardzo możliwe, że jak w latach 70. skończyła się era taniej ropy, tak dziś odchodzi era taniego jedzenia. Może także bigos stanie się świątecznym rarytasem. Przy takim scenariuszu nie ma wyjścia: tak jak kryzys paliwowy zrewolucjonizował rynek paliwowy – wpłynął na wielkość oraz efektywność silników i rozwinął nowe źródła energii, np. biopaliwa – tak obecna burza na rynku żywności może przyczynić się do ważnych zmian w systemie żywieniowym.

Mechanizm wzrostu cen żywności jest mocno sprzężony. Wystarczy, że drożeje ropa, pociągając za sobą inne nośniki energii, takie jak np. gaz. Rolnictwo odczuwa to we wzroście bezpośrednich kosztów produkcji i transportu. Rosną też ceny produktów chemicznych, np. nawozów i pestycydów. Co więcej, droższa ropa uruchamia zasoby produkcyjne biopaliw. Kukurydzę zaczyna zbierać z rynku przemysł paliwowy. Ostatecznie drożeją nie tylko wszystkie alternatywne źródła skrobi (zboża, ziemniaki, ryż, cukier etc.), ale także pasza dla zwierząt – od maja zeszłego roku niektóre mieszanki zdrożały ponad 40 procent. Jeśli nałoży się na to jeszcze klęska ekologiczna – jak ubiegłoroczne pożary w Rosji i na Ukrainie oraz susze w Brazylii i Argentynie – katastrofa cenowa gotowa.

Życie jednak toczy się dalej, a branża spożywcza musi działać w nowych warunkach. Na początku roku wielcy przetwórcy spożywczy przewidywali, że ich firmy wchłoną zwyżkę cen płodów rolnych. Unilever obliczył, że hossa surowcowa przyniesie wzrost kosztów o 4 proc., ale skompensuje to wartym 1 mld dol. programem oszczędnościowym. Nestlé już jednak rynku nie czarowało.

– Szczerze mówiąc, nie przypuszczam, żeby ceny żywności miały zacząć spadać. Musimy nauczyć się z tym żyć. Dlatego szacujemy, że w tym roku podniesiemy ceny o 1,6 procent. Coś koło tego – zapowiedział Peter Brabeck-Letmathe, szef rady nadzorczej Nestlé.

Ta strategia spotkała się z całkowitą akceptacją inwestorów. Jak zauważyli analitycy w czasie piku cenowego 2007–2008, szwajcarska firma też podnosiła ceny i potrafiła przy tym zwiększyć nie tylko przychody, ale także marże. A Nestlé to największy przetwórca spożywczy i jego głos zaważy na rynkowych trendach.

– Nie zamierzamy podnosić cen, jeśli nie będziemy musieli. Kluczowym czynnikiem będzie jednak to, co zrobi konkurencja – przyznaje Michael Polk, szef Unilevera do spraw produktów spożywczych.

Podobne dylematy mają polskie firmy. Jak przekonywał niedawno Józef Rolnik, szef przedsiębiorstwa przetwórczego Rol­nik, producenci nie mogą przerzucić wzrostu cen surowców na konsumentów ze względu na zbyt dużą skalę tych podwyżek. Dlatego także on szuka oszczędności: zamierza zwiększyć wydajność i ograniczyć zatrudnienie. Tylko jak długo wysokie koszty można brać na własny rachunek? Według GUS już w marcu ceny w sklepach wzrosły o 7 proc. rok do roku.

W przygotowanym kilka miesięcy temu raporcie na temat perspektyw globalnego rynku żywności do roku 2019 OECD oraz FAO (Food and Agriculture Organization – agenda ONZ do spraw żywności) snują bardzo uspokajające wizje. Według nich już w średnim terminie światowy wzrost popytu na żywność, który, w zależności od towaru, rocznie sięga 1–2 proc., zostanie zamortyzowany przez zwiększenie produktywności i produkcji, głównie za sprawą państw rozwijających się z grupy BRIC oraz Europy Wschodniej (najsłabiej zbilansowany będzie cukier).

Najwięcej mocy zostanie skierowanych na najważniejszy rynek, zbożowy – rozwój niektórych upraw, np. pszenicy, będzie tak duży, że średnie ceny w latach 2010–2019 mają być nawet o połowę niższe od piku z lat 2007–2008. Podobne perspektywy ma przeżywający trudne chwile rynek ryżu. W nadchodzącej dekadzie ostatecznie zapasy tego surowca zwiększą się o 19 proc., w znacznym stopniu dzięki poważnemu zaistnieniu krajów z dużym potencjałem, ale z mocno osłabioną gospodarką, takich jak Birma, Laos i Kam­bodża. Silnym wsparciem będzie też ho­dowla ryb, najszybciej rozwijająca się ga­łąź przemysłu spożywczego, która dziś dostarcza 16 proc. wszystkich białek zwierzęcych spożywanych na świecie i rośnie w tempie 6 proc. rocznie.

Istotnym czynnikiem wsparcia ostatecznie będzie także technologia. Europa i kilka innych krajów przywiązanych do tradycyjnych metod produkcji w perspektywie najbliższych lat siłą rzeczy zaakceptują uprawy modyfikowane genetycznie. Już od kilku lat Unia dopuszcza uprawy tak zmienionej kukurydzy przeznaczonej na pasze – w Hiszpanii stanowią one 20 proc. zbiorów. W zeszłym roku dopuściła także na rynek transgeniczne ziemniaki gatunku Amflora, które dziś uprawiają m.in. Niemcy, Czesi i Szwedzi. Po dziewięciu latach dyskusji system upraw GMO zaakceptowała także COMESA (Common Market for Eastern and Southern Africa), organizacja zrzeszająca 19 państw wschodniej i południowej Afryki.

Spokojny uśredniony przebieg popytu i podaży może być oczywiście zakłócany przez zdarzenia cykliczne. Najbardziej wyrazistym przykładem jest kryzys, który ograniczył inwestycje, a niektóre firmy wręcz skłonił do ograniczenia mocy produkcyjnych, m.in. utknął wart 22 mld dol. program inwestycyjny Banku Świato­we­go przeznaczony na finansowanie prze­mysłu spożywczego w krajach ubogich. Biorąc pod uwagę, że cykl inwestycyjny jest o wiele dłuższy niż koniunkturalny, jasne staje się, że oba trendy nigdy dokładniej się nie nałożą. Na rynku będą więc górki i dołki cenowe.

Druga kwestia to zmiany klimatyczne i klęski żywiołowe, takie jak w Rosji i Ameryce Południowej.[/b] Ale czy to tylko zbieg zdarzeń, czy też coraz bardziej utrwalona tendencja? Nie chodzi tu bowiem o jakieś efekty cieplarniane, lecz o poważne in­gerencje cywilizacyjne w środowisko, jakich dokonano w ciągu os­tatniego wieku. Przykładem jest Australia, gdzie w czasie kilku dekad za rządowymi dopłatami pozbyto się 40 proc. lasów, w tym 75 proc. lasów deszczowych.

Tym samym rolnicy zaburzyli osłonę znajdujących się pod powierzchnią warstw wodonośnych i zafundowali sobie prawdziwą huśtawkę klimatyczną: od wieloletnich susz do powodzi takich jak tegoroczna, kiedy pod wodą znalazł się obszar wielkości Niemiec oraz Francji i zalane zostało Brisbane, trzecie miasto kraju. Powstaje więc ryzyko, że żywioły regularnie zaczną uderzać w sektor rolno-spożywczy. W ostatecznym rozrachunku przełoży się to na ogólny spadek efektywności produkcji rolnej.

Innym ważnym czynnikiem wpływającym na rynek rolny jest cena ropy. Snując swoje wizje w perspektywie 2019, FAO i OECD przewidywały, że cena baryłki dojdzie do poziomu 100 dol. dopiero pod koniec dekady. Tymczasem marsz na szczyty zaczął się prawie rok temu. Obecna cena nie jest bowiem niczym nadzwyczajnym.

Przykładając wskaźnik inflacji do notowań ropy z 1980 r., czyli tuż po kryzysie naftowym, dziś jej ówczesna realna cena wyniosłaby 99 dolarów. Niewykluczone więc, że obecne 108 dol. za baryłkę ropy nieprzerobionej to poziom, do którego będziemy musieli się przyzwyczaić.

Może więc skończyła się również epoka taniej żywności? Dla krajów rozwiniętych nie będzie to jednak tak zła lekcja. Przede wszystkim jak coś jest tanie, to się tego nie szanuje – w Europie jedna trzecia żywności trafia na śmietnik. Oczy­wiście przy sprawnym recyklingu można ją później przetwarzać na energię, ale nominał wysokoprzetworzonego jedzenia nie jest równy nominałowi wytworzonego z niego prądu – na takiej konwersji zawsze się traci. Lepiej więc po prostu zmienić przyzwyczajenia żywieniowe i efektywniej zarządzać zawartością lodówki. Trauma związana z żywieniową drożyzną jest też dobrą okazją do zrewidowania struktury jedzenia, szczególnie spożycia mięsa.

Przemysłowy tucz zwierząt, który np. w Polsce pochłania 61 proc. zbóż, to jeden z najmniej efektywnych energetycznie biznesów świata: aby cielak przybrał na wadze 1 kg, trzeba mu dostarczyć 2,7 kg paszy zbożowej i 1,3 kg paszy zielonej. Około 4,5 tys. kalorii pochodzenia roślinnego zamienia się na mniej więcej 1,5 tys. kalorii mięsnych. Jak wynika z prowadzonych od lat badań naukowców z In­stytutu Żywienia największego tajskiego Uniwersytetu Mahidol, w wyniku zmiany diety z tradycyjnej, zdominowanej przez warzywa i owoce, na bardziej mięsną w Tajlandii zagościło wiele cywilizacyjnych chorób przewodu pokarmowego, z rakiem okrężnicy na czele. Człowiek nie jest zwierzęciem mięsożernym, ale wszystkożernym. Zjadanie rocznie 80 kg mięsa na osobę (prawie ćwierć kg dziennie, licząc z noworodkami) nie jest ani zdrowe, ani potrzebne – jeszcze w latach 70. Amerykanie jedli 25 kg mięsa mniej niż dziś.

Przemysłowa hodowla zwierząt jest nie mniejszym eksperymentem cywilizacyjnym niż próby zawracania biegu rzek syberyjskich w ZSRR. Kiedyś kurczaki dojrzewały 40 tygodni. Z biegiem lat wprowadzano kolejne efektywne odmiany brojlerów i okres ten skrócił się do 15 tygodni. A prace genetyków nad dalszą „racjonalizacją” trwają. Co więcej, dzisiejsza norma europejska pozwala stłoczyć 16 ptaków na 1 metrze kwadratowym (800 sztuk w dwupokojowym mieszkaniu). Na dużych fermach kurczaki przed wyjazdem do rzeźni nigdy nie opuszczają kurników i brnąc we własnych, pełnych amoniaku odchodach, parzą sobie nogi – stąd od lat przed wysłaniem ich do sklepu udka przycina się wysoko, aby nie psuć apetytu kupującym.

Znakiem wyścigu ilościowego kosztem jakości w tym biznesie była entuzjastyczna wypowiedź Jeana Anthoine’a, prezesa Carrefour Polska, o swoich sukcesach na polskim rynku: „10,99 zł za kg wieprzowiny to nasza cena. To my ją wylansowa­liśmy” („Forbes”, nr 10/2010).

Masowa produkcja mięsa to czynnik kreujący ceny zbóż, na który mamy największy wpływ. W Europie wystarczyłoby zmienić zasady chowu zwierząt trafiających na unijny rynek. Można wprowadzić wieloletnią ścieżkę dojścia do zmniejszenia pogłowia w oborach i kurnikach – np. z 16 do 4 kurczaków na mkw. – podobnie jak się to robi np. z normami użycia energii odnawialnej lub dodatku biokomponentów do paliw. Hodowla przemysłowa zniknęłaby, ale producenci mięsa mieliby czas na zmianę profilu biznesowego.

Spadek efektywności chowu oczywiście przełożyłby się na ceny. Spadłoby jednak zapotrzebowanie na paszę, a tym samym obniżyłyby się ceny pszenicy, kukurydzy etc. To nie tylko zamortyzowałoby większe koszty produkcji zwierząt, ale zredukowałoby koszty wytworzenia produktów zbożowych. Ograniczając spo­życie mięsa na poziomie koszyka żywieniowego, Europejczycy nie byliby więc bar­dzo stratni, a wydatnie wsparliby miesz­kańców krajów najuboższych, gdzie podstawą diety są zboża.

Z trzech głównych czynników najbardziej wpływających na ceny produktów rolnych: żywioły, ceny ropy, produkcja mięsa, największy wpływ mamy na ten ostatni. Warto więc coś z tą naszą nadmierną mięsożernością zrobić, zwłaszcza że przy okazji ulżylibyśmy zwierzętom hodowlanym i jedli produkty lepszej jakości.

źródło
 
 
   
tomakin
Administrator


Dołączył: 03 Lut 2007
Posty: 13685
Wysłany: 2012-04-13, 17:48   

ale wiesz, że ten dział to tylko modzi widzą, jeśli się nie mylę? :D
 
   
Surri 
weteran


Wiek: 33
Dołączyła: 27 Kwi 2007
Posty: 3406
Skąd: Kraków
Wysłany: 2012-04-13, 18:19   

Ups. No nie wiem :D.
 
 
   
space
M?odszy Bojownik

Dołączył: 12 Sty 2012
Posty: 40
Wysłany: 2012-04-15, 19:26   

Ja jakoś widzę.
 
   
Surri 
weteran


Wiek: 33
Dołączyła: 27 Kwi 2007
Posty: 3406
Skąd: Kraków
Wysłany: 2012-04-18, 09:22   

Bo przesunęłam, a nie mogę edytować postów admina, więc krótka nasza dyskusja została.
 
 
   
Antek3232
Akolita

Wiek: 49
Dołączył: 17 Lip 2019
Posty: 1
Wysłany: 2019-08-22, 18:58   

Jeśli tak, to trzeba zwiększyć plony, a można to zrobić dzięki: http://chemirol.com.pl/pl_PL/product/toledo to firma wielostronna. Jeśli chcesz aby twoje gospodarstwo przynosiło większe zyski albo po prostu mas zmały ogródek i chcesz mieć warzywa dla siebie to zobacz koniecznie na tą stronę. Mają w ofercie różne nawozy które wspomagają wzrost roślin, jak również chronią je przed różnymi grzybami itp.
 
   
organ 
Akolita

Wiek: 49
Dołączyła: 17 Wrz 2019
Posty: 1
Wysłany: 2019-09-17, 14:28   

super
 
   
grzegorczykwiki 
Akolita

Wiek: 49
Dołączyła: 24 Maj 2019
Posty: 2
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2019-09-18, 13:28   

Ukryć się nie da, że społeczeństwo bardzo wyraźnie zwiększa swoją masę. Spowodowane jest to przede wszystkim szybkim trybem życia, jedzeniem w biegu.

-------------------------------------------
Zapraszam do siebie na http://salvusmoney.pl/. Pozdrawiam :)
 
   
poshava 
Akolita

Wiek: 49
Dołączyła: 15 Paź 2019
Posty: 1
Wysłany: 2019-10-15, 09:49   

siemka :) witam serdecznie
 
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template TeskoGreen v 0.1 modified by Nasedo.
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 10