Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Użytkownik
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 17
» Najnowszy użytkownik: Śliwka
» Wątków na forum: 49
» Postów na forum: 96

Pełne statystyki

Użytkownicy online
Aktualnie jest 1 użytkownik online.
» 0 Użytkownik(ów) | 1 Gość(i)

Ostatnie wątki
Przekręt w medycynie z B1...
Forum: Zdrowie
Ostatni post: tomakin
Wczoraj, 06:27 PM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 5
Jak nauczyć się płakać?
Forum: Zdrowie
Ostatni post: tomakin
Wczoraj, 06:25 PM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 2
Jak ustrzec się grypy
Forum: Zdrowie
Ostatni post: tomakin
Wczoraj, 06:23 PM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 2
O teorii spiskowej dziejó...
Forum: Zdrowie
Ostatni post: tomakin
Wczoraj, 06:22 PM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 3
Jak kupić zdrowe rzeczy
Forum: Zdrowie
Ostatni post: tomakin
Wczoraj, 06:20 PM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 2
Krzem
Forum: Zdrowie
Ostatni post: tomakin
Wczoraj, 06:19 PM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 2
Grzyby i pleśnie na ścian...
Forum: Zdrowie
Ostatni post: tomakin
Wczoraj, 06:18 PM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 2
Cholina i inozytol
Forum: Zdrowie
Ostatni post: tomakin
Wczoraj, 06:17 PM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 3
Witamina D
Forum: Zdrowie
Ostatni post: tomakin
Wczoraj, 06:16 PM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 2
Tomakin vs nirvana
Forum: Dyskusje
Ostatni post: tomakin
Wczoraj, 06:07 PM
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 17

 
  Przekręt w medycynie z B12?
Napisane przez: tomakin - Wczoraj, 06:27 PM - Forum: Zdrowie - Brak odpowiedzi

Kopia archiwizująca z 2007





Z pamiętnika pacjenta Smile

Jak zapewne szanownym lekarzom (i co bardziej zorientowanym pacjentom)
wiadomo, prawidłowa górna wartość parametru mcv to wynik poniżej 96. Co
prawda niektórzy lekarze krzyk poniosą, że z najnowszych bada? wynika, iż
za prawidłową wartość należy uznać 100, albo wręcz 110.

Co nieco mniej powszechnie wiadomo, powiększenie krwinek występuje m.in. z
powodu niedoboru witaminy b12. Co wiadomo już zupełnie nielicznym, obecnie
niedobory witaminy b12 są powszechne (z wielu różniastych powodów), zaś w
badaniach wykonywanych w laborce bardzo ładnie oznaczane są poziomy
nieaktywnych analogów tejże witaminy.

Co tu dużo mówić - miałem 94.6 i niski poziom b12, w efekcie - bardzo silne
marznięcie nóg, zanikowe zapalenia języka, trudności z utrzymaniem
sprężystego kroku, niemiły zapach ciała, osłabienie odporności. Można
powiedzieć, że to było z innego powodu bo krwinki miałem prawidłowe - tyle,
że kuracja witaminą b12 niemal z miejsca "wyleczyła" te dolegliwości.
Rozmiar krwinki spadł do 93.1. Zaprzestałem na jakiś czas przyjmowania
witaminy, krwinka - 94.1, dolegliwości wracają.

I tu psikus - wcale nie tak dawno górna granica normy to było właśnie 94, powyżej (albo nawet w okolicy tej wartości) diagnozowało się niedokrwistość makrocytową.

Mamy więc sytuację przecudowną - witamina, której niedobory są powszechne,
której objawy niedoborowe są prawdziwą żyłą złota dla koncernów
farmaceutycznych i lekarzy. Której poziomu nie oznacza się w sposób
prawidłowy (któryś z szanownych lekarzy słyszał o testach na analogi b12?).
Znajoma która ko?czyła medycynę i specjalizuje się w tym zagadnieniu
(weganka) ocenia poziom wiedzy lekarzy jako mniej niż żenada, w sumie
częściowo się zgadzam. A zapytać takiego o oznaczenie metylomalonylu, ooo,
panie, pan głupot w internecie nie czyta, co pan, tu badanie, tu norma, pan
głowy nie zawraca, a tu recepty proszę, na przeziębienie bo panu nogi
marzną, na depresję proszę, tu na poprawę samopoczucia, tutaj na zaburzenia
nerwów obwodowych, na biegunki, z tym poceniem się do dermatologa, spać w
nocy nie można - do psychologa, on też się depresją zajmie, tu rachunek, leki oczywiście
proszę kupić tej firmy co poleciłem

kurcze, ile to recept można wypisać, ile leków sprzedać - wystarczy lekko
podkręcić jedną z norm. Dodatkowo MCH - gdzie nie spojrzę, tam górna norma
to 31. Ale to jakiś czas temu. Obecnie norma to... 34. Mam coś koło 32, nie
muszę dodawać że wzrost MCH to przede wszystkim wynik niedoboru b12? Kurcze, RBC
też dziwnie przesunięte... co jest? Poprzesuwane wszystkie normy, które
zmieniają się przy niedokrwistości makrocytowej?

węszę spisek? Nie, policzyłem wartość recept które miałem wypisane (pomimo
tego, że jak ognia unikam lekarzy wypisujących leki objawowe), oraz wartość
ewentualnego zastrzyku z witaminy B12. Dodałem 2 do 2, wyszło mi 4.

ps. właśnie sprawdziłem starą morfologię ojca, MCV prawie 100, MCH niemal 37, jak w pysk strzelił anemia megablastyczna, nawet wg "podkręconych" norm. Jakikolwiek lekarz to zdiagnozował? AHAHAHA, świetny dowcip. Po co diagnozować niedobory B12, no przecież ten pacjent ma tylko wrzodziejące zapalenie jelit to nie ma prawa mieć niedoboru, tak pięknie mu się wchłania, no... przepiszmy mu parę leków objawowych. Policzyłem, przez ostatnie 10 lat na leki objawowe w niedoborze B12 ojciec wydawał po - lekko licząc - 50 zł miesięcznie, a może i więcej.

Wydrukuj tę wiadomość

  Jak nauczyć się płakać?
Napisane przez: tomakin - Wczoraj, 06:25 PM - Forum: Zdrowie - Brak odpowiedzi

Eh, doczekałem się - choroba zawodowa adminów, syndrom czy tam zespół suchego oka. To takie coś, że przestają wydzielać się łzy. Próbowałem - stymulowałem gruczoły łzowe ćwiczeniami i bólem, oglądałem najbardziej łzawe filmy, kroiłem cebulę 2 cm od oka... nic nie leci.

Bierze się to z tego, że człowiek patrząc na monitor nie mruga. Oko wysycha, po pewnym czasie gruczoł łzowy się do tego przyzwyczaja. Nie jest to zdrowe, oczy mam zresztą teraz jak królik albinos - całe przekrwione, suche są znacznie bardziej podatne na infekcje. Jadę je antybiotykiem, dziś kupiłem sztuczne łzy.

Przypuszczam, że odpowiednie ćwiczenia pomogą gruczołom łzowym wrócić do formy. Znaczy, muszę starać się dużo i często płakać. Tyle, że cholercia nie mogę. Nie dość, że mechanicznie nie da się za bardzo wywołać, to na dodatek zbytnio pozbyłem się ze swojego życia wszelkich emocji. Jak gruczoły się nie wytrenują, pozostanie zakraplać solą fizjologiczną z domieszkami.

Polećcie coś, od czego się płacze, może nawet boleć, ból nie rani Big Grin

Wydrukuj tę wiadomość

  Jak ustrzec się grypy
Napisane przez: tomakin - Wczoraj, 06:23 PM - Forum: Zdrowie - Brak odpowiedzi

Kopia archaicznego wpisu dla celów archiwalnych



o naprawdę bardzo proste. Tak proste, że aż śmieszne

przyjrzyjmy się faktom:

- wirus grypy NIGDY nie atakuje w lecie
- wirus grypy kilkakrotnie częściej zabija osoby ciemnoskóre
- w tropikach, wirus grypy atakuje tylko w czasie pory deszczowej
- grypa o wiele rzadziej atakuje w zimie w krajach skandynawskich
- najbardziej zabójcza epidemia grypy przetoczyła się przez świat w 3 falach, ale praktycznie nikt nie został zarażony i nie zmarł w lecie. Hiszpanka grzecznie czekała, aż... zajdzie słońce.

Jest jeszcze wiele takich "mało znaczących" faktów. Wszystkie jednak mają jedną wspólną cechę - witamina D.

- w lecie jej poziom jest najwyższy
- osoby ciemnoskóre mają o wiele niższy poziom
- w czasie pory deszczowej nie wychodzi słońce, a ludzie siedzą ciągle w domu
- w krajach skandynawskich konsumuje się dużo pokarmów bogatych w witaminę D

Badania to potwierdzają - statystycznie na grypę najczęściej zapadają osoby z niskim poziomem witaminy D, a suplementacja wyraźnie zabezpiecza przed zachorowaniami.

Pytanie, jakie dawki stosować? Zalecana przez lekarzy to 400 IU / dziennie, zalecana przez lekarzy zajmujących się witaminą D - 2000 do 5000 IU dziennie, w przypadku zachorowania na grypę podwyższona do kilkunastu albo kilkudziesięciu tysięcy przez 2-3 dni.

jest całkiem silnie broniona teoria, że grypa to OBJAW niedoboru witaminy D, podobnie jak nietypowe zapalenia płuc są objawem AIDS. No ale produkcji witaminy D nie da się opatentować, a produkcję szczepionek owszem, więc ta teoria jest zwalczana przez koncerny farmaceutyczne.

Wydrukuj tę wiadomość

  O teorii spiskowej dziejów
Napisane przez: tomakin - Wczoraj, 06:22 PM - Forum: Zdrowie - Brak odpowiedzi

Kopia z 2007



Wyszedłem z założenia, że światem rządzi spisek, który celowo zaniżył normy spożycia witamin i suplementów, aby obniżyć naszą odporność i zmusić do kupowania lekarstw. Ubocznym skutkiem jest skretynienie, które skutkuje chodzeniem do kościoła i głosowaniem na PiS, więc oprócz mafii lekarskiej są też tym zainteresowane inne mafie.

Tydzień temu zacząłem suplementację.

Magnez - 400 mg, wapń - 800 mg, cynk - ponad 25 mg, jod - około 1 mg, witaminy z grupy B - w tabletkach, kilka razy dziennie, nie podam niestety dawek ale spore, witamina B12 - 20 000% dziennego zapotrzebowania, dodatkowo witaminy rozpuszczalne w tłuszczach (niestety, chyba nie są wege). No i żelazo, aby ułatwić działanie krwiotwórcze.

Do tego witamina C, ponad 1000 mg z owoców.

Efekty? Znaczny skok wyników krwi, ale co najciekawsze. Dziś zauważyłem, że odzyskałem czucie w palcu u nogi, które straciłem parę lat temu. Ot, tak po prostu, wróciło.

Establishment uknuł spisek, aby trzymać mnie pozbawionego palca u nogi - a wiadomo, jak zmarł bob marley!

No, to lecę dalej walczyć z fluoryzacją wody, trzymajcie się Big Grin

Wydrukuj tę wiadomość

  Jak kupić zdrowe rzeczy
Napisane przez: tomakin - Wczoraj, 06:20 PM - Forum: Zdrowie - Brak odpowiedzi

Kopia wpisu jakoś z 2010, dla celów archiwizacji


OK, tym razem o zakupach rzeczy prozdrowotnych

właśnie wydałem 70 zł w sklepie dla hodowców ptaków ozdobnych, za które kupiłem:

8 kg nasion konopi (tak, osiem kilogramów)

pół kilograma nasion ostropestu plamistego

do tego jakieś bzdury za 20 zł, czyli za konopie i ostropest dałem 50 zeta, wliczając koszty wysyłki.

teraz tak:

ziarna konopne mają DOSKONAŁY stosunek omega 3 do omega 6

mają kwas gamma - linolenowy, co prawda w niewielkich dawkach, bo raptem 3% składu całego oleju, ale to daje 10 mg GLA na kilogram konopi - co w przeliczeniu oznacza, że GLA z nasion jest 3 krotnie tańszy niż z nawet najtańszego oleju dostępnego w sklepach ze zdrową żywnością.

Konopie mają perfekcyjny stosunek aminokwasów egzogennych, m.in. cenną dla wegan metioninę

Zawierają cholinę (kto wie, ile? nie mogę się doszukać), której dość mocno brakuje na diecie wegańskiej.

Co do ostropestu, wziąłem trochę z rozpędu - po oczyszczeniu (czy raczej zanieczyszczeniu dodatkami) za te nasiona w aptece trzeba zapłacić kilkaset zł. Robi się z nich sylimarol. Nie wiem jeszcze, czy można te nasiona spożywać na surowo - hodowcy dają je chorym ptakom (zamiast kupować leki za 30 zł, sypną ziaren za parę groszy).

Nie chcę reklamować konkretnego sklepu, ale jest tego mnóstwo, nawet na allegro. W normalnym sklepie nasion konopnych raczej się nie kupi, a już na pewno nie za 4 zł / kg.
_________________

Wydrukuj tę wiadomość

  Krzem
Napisane przez: tomakin - Wczoraj, 06:19 PM - Forum: Zdrowie - Brak odpowiedzi

Szczerze to już nie pamiętam, czy kiedyś o krzemie pisałem czy nie, ale na wszelki wypadek machnę temat.

Chyba najbardziej niedoceniany pierwiastek - w ogóle nie ma słowa w żadnym podręczniku medycyny o roli krzemu. A przecież krzem to jeden z podstawowych składników kolagenu - tego kolagenu, który stanowi około 25% całości budowy białkowej naszego organizmu.

Bez odpowiedniej ilości krzemu nie będzie zdrowej skóry, włosów i paznokci, w niektórych badaniach stosowanie krzemu redukowało ilość zmarszczek u kobiet nawet o kilkadziesiąt procent. Ale nie tylko. W badaniach klinicznych wykazano, że sportowcy o wiele szybciej regenerowali się po kontuzji, jeśli dodawano im odpowiednie związki krzemu do pożywienia.

Krzem bardzo mocno wpływa na stan błon śluzowych. Przy jego niedoborze wszystkie one będą o wiele wrażliwsze - dotyczy to jelit, oczu, nosa, gardła, żołądka...

W badaniach klinicznych stosowanie krzemu powodowało znaczne spowolnienie, a nawet cofanie się procesów osteoporozy.

Jest jednym z istotnych składników naczyń krwionośnych, zwłaszcza tętnic - bez niego mogą występować rozliczne problemy z układem krążenia. Badania wykazały, że spadek stężenia krzemu występuje przed pojawieniem się miażdżycy.

Prawdopodobnie krzem pełni jeszcze wiele, wiele innych ról w organizmie, ale ciężko o jakiekolwiek badania, z oczywistych przyczyn - krzem jest tani i nie da się go opatentować, więc koncernom farmaceutycznym i lekarzom bardziej opłaca się sprzedaż patentowalnych leków maskujących skutki niedoboru krzemu.

Bardzo dużo mówi się o roli krzemu w procesach zapobiegania, a nawet leczenia nowotworów - ciężko jednak wyczuć, ile w tym prawdy a ile mitu.

Skąd go brać?

Najlepsze źródło to kwas ortokrzemowy. Nie do kupienia. Jak ktoś wie, w jaki sposób przerobić kwas krzemowy (łatwy do kupienia) na ortokrzemowy, to bardzo chętnie poczytam. Wolę się w małego chemika tutaj nie bawić.

Organiczna krzemionka ma niemal 3 krotnie mniejszą przyswajalność od kwasu ortokrzemowego. No ale lepszy rydz niż nic. Jak uzyskać tani, bardzo tani krzem?

Kupic ziele skrzypu w zielarskim, 50 gramowa paczka jest za 3 zł. 50 gram suchego ziela skrzypu zawiera 5 gram krzemu, nawet przy niewielkiej przyswajalności to jest już "coś". Nie wystarczy zaparzyć skrzyp, trzeba go gotować przynajmniej pół godziny, żeby krzem przeszedł do wody. Przy dłuższej kuracji skrzypem trzeba uzupełniać witaminy z grupy B.

Wydrukuj tę wiadomość

  Grzyby i pleśnie na ścianach
Napisane przez: tomakin - Wczoraj, 06:18 PM - Forum: Zdrowie - Brak odpowiedzi

Miał ktoś grzyba na ścianie? Albo intensywny rozwój pleśni?

Taki grzyb na ścianie to coś naprawdę paskudnego. Ileś tam lat temu wymieniono mi okna na plastiki, bo to "takie modne". Podstępem zresztą, zrobiono to w czasie gdy wyjechałem do dziewczyny. Wracam - a tak plastikowe potworki. No nic, trzeba z tym żyć. Długo nie trzeba było czekać. Notoryczny ból gardła (byłem z tym nawet w klinice specjalistycznej na gruntownych badaniach), ciągłe uczucie zmęczenia, nerwica lękowa, co rano katar, kichanie do granicy absurdu, wysypki skórne, bóle stawów, podniesiona temperatura, kompletna niezdolność do pracy. Nie miałem pojęcia, skąd to się bierze, jakoś do głowy mi nie przyszło obejrzeć co w pokoju siedzi. Narastały te grzybasy i pleśniaki przez lata, przywykłem do widoku, jak to zwykle bywa z rzeczami które dzieją się bardzo powoli. Do zapachu grzyba w pokoju też przywykłem. Dopiero Maze popatrzyła świeżym okiem i zobaczyła parę ciekawych rzeczy - pół centrymetra pleśni na szafce nocnej, narośl na połowie ściany koło okna, kilka innych wesołych dodatków do życia codziennego.

Wielkie sprzątanie, wyrzucenie w zasadzie wszystkich mebli, gruntowne wyczyszczenie wszystkiego, co tam stało, litry środka przeciwgrzybicznego, na dniach likwidacja akwariów (produkują zbyt dużo wilgoci). Efekt - czuję się jak nowo narodzony, nie jest jeszcze tak jak kiedyś, ale - parę miesięcy temu nie miałem specjalnie siły wstać z łóżka, obecnie ko?czę przygotowania kondycyjne do wznowienia kariery sportowca wyczynowego. Jeszcze tylko zlikwidować początki anemii megablastycznej i można szaleć, heh.

Z ciekawostek - przeprowadzono kiedyś badania statystyczne chorych na raka płuc, okazało się, że wszyscy w grupie badanej mieli w domu grzybka.

Wydrukuj tę wiadomość

  Cholina i inozytol
Napisane przez: tomakin - Wczoraj, 06:17 PM - Forum: Zdrowie - Brak odpowiedzi

Takie dwie śmieszne substancje, omówię razem, jako że w lecytynie i w suplementach występują dość często jednocześnie, a na dodatek w organizmie działają wspólnie.

Inozytol - zaliczany do witamin z grupy B, dzienne zalecane zapotrzebowanie to jakieś 1500 mg, jeden banan ma 120. Suplementacja dużymi dawkami (ponad 10 gr) inozytolu u osób z nerwicami, depresjami, atakami lękowymi, bezsonnością czy nerwicami natręctw okazywała się albo równie skuteczna, albo skuteczniejsza od najlepszych obecnie dostępnych leków (np selektywnych inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny), co więcej inozytol jest w zasadzie pozbawiony skutków ubocznych.

Ma działanie chroniące przed nowotworami, na tyle silne, że rozważa się jego wykorzystanie jako leku. Nie środka zapobiegającego, ale właśnie leku. Co więcej, dużo wskazuje na to, że ten lek może być jednym z najskuteczniejszych dostępnych. Nie trzeba dodawać, że jako niepatentowalny (czytaj nie przynoszący zysków koncernom farmaceutycznym), nie będzie zbyt szybko oferowany przez onkologów, o ile w ogóle?

Szczególnie mocno dotyczy to raka płuc, palacze powinni zażywać inozytol "na wszelki wypadek".

Znacząco zmniejsza poziom cholesterolu

Zapobiega twardnieniu tętnic, przez co jego suplementacja może obniżyć ciśnienie krwi

Jest niemal koniecznością w przypadku tłuszczowego zapalenia wątroby, mocno przydatny w przypadku innych schorzeń tego narządu

Jako składnik błony komórkowej, wpływa na funkcje niemal każdego narządu w organizmie. Szczególnie wiele funkcji ma w mózgu, dlatego też suplementacja przynosi największe korzyści w zaburzeniach psychicznych.

Zapobiega wypadaniu włosów, albo wręcz sprawia że łysienie się cofa

Wg niektórych badaczy COFA zniszczenia nerwów obwodowych wywołane cukrzycą

Teoretycznie nie wymaga suplementacji - bakterie w przewodzie pokarmowym mogą go wytworzyć, podobnie jak wątroba, nie zanotowano też przypadków niedoboru. Jednak pozytywne efekty suplementacji inozytolu każą przypuszczać, że powinno się go konsumować znacznie więcej, niż jest to zalecane. Szczególnie istotna jest suplementacja u osób z cukrzycą.

Cholina, siostra bliźniaczka inozytolu

Ciekawostką jest fakt, że weganie niemal nie mają szans uzyskać wymaganej ilości choliny w pożywieniu. Jest to możliwe chyba tylko na diecie witariańskiej albo na diecie z naturalnymi suplementami, takimi jak zarodki pszenne czy lecytyna. Niemniej nigdy jeszcze nie widziałem pełnoobjawowego niedoboru choliny u weganina - być może sprawa jest zbliżona jak z kwasami omega 3. Podniesiono krzyk, że weganie będą mieli niedobory EPA i DHA, bo organizm ludzki syntetyzuje bardzo małe ich ilości. Jednak gdy wzięto pod lupę wegan, okazalo się, że ich organizmy syntetyzują wielokrotnie więcej.

Chyba najlepsze źródło wegańskie, poza lecytyną sojową, to kalafiory. Jeden półkilowy kalafior zawiera ponad 250 mg choliny. Nie jestem pewien, czy zachowa coś po ugotowaniu, ja wolę jeść surowe, chociażby dlatego że są smaczniejsze.

Niemniej BARDZO MOCNO zachęcam wegan do wyszukania jakiegoś źródła choliny, chociażby tych kilku łyżeczek lecytyny sojowej dziennie.

Już widać, że ze źródłami choliny będzie ciężko, podaję cenę uzyskania 25 gram choliny przy użyciu wybranych produktów:

Jajka, przy założeniu ceny 50 groszy za jajko - 110 zł. Jajko to jedyny chyba produkt wegetariański który zawiera duże ilości choliny, nie licząc lecytyny czy zarodków. Można oczywiście kupować tańsze jajka z "chowu przemysłowego", ale to już stanowczo nie będzie wegetariańskie.

Lecytyna sojowa - 100 zł

Tabletki NowFood Choline + Inositol - 60 zł z wysyłką (biorąc pod uwagę znacznie lepsze przyswajanie choliny w formie czystej, nawet 20-30 zł)

(jak ktoś znajdzie na polskim rynku jakiś suplement tańszy od NowFood, niech się podzieli wiedzą Big Grin )

Cholina z produktów niewegetariańskich jest jeszcze droższa.

Cholina jest niezbędna do prawidłowego działania mózgu, właśnie ona odpowiada za poprawę pamięci, regenerację uszkodzeń w mózgu i zwiększenie energii u osób zażywających lecytynę. Podobnie jak w przypadku inozytolu, osoby z zaburzeniami emocjonalnymi mają dużo niższy poziom choliny w płynie mózgowo-rdzeniowym. Powiedziałbym, że wraz z inozytolem jest wręcz niezbędna w przypadku takich zaburzeń.

U sportowców bardzo mocno zwiększa wydajność, jeśli wysiłek trwa ponad 2 godziny. Cholina w zasadzie niweluje efekty "ściany" u maratończyków, pozwalając zrobić wspaniały finisz.

Jest niezbędna w procesie odżywiania komórek, zwłaszcza w procesach używania tłuszczu jako źródła energii

Niezastąpiona w przypadku problemów z wątrobą.

Niezbędna do prawidłowego działania komórek mięśniowych - niedobory mocno osłabiają i powodują bóle mięśni.

W zasadzie konieczna w przypadku choroby Alzheimera.

Wyraźnie pomaga osobom z wirusowym zapaleniem wątroby typu C, chociaż nie wykazała wpływu na zapalenie typu B

Redukuje poziom homocysteiny, jest więc NIEZBĘDNA jeśli chce się zniwelować szansę rozwoju miażdżycy badź cofnąć istniejącą. Możliwe też, że jest jednym z powodów, dla których weganie mają podwyższoną homocysteinę, a co za tym idzie ryzyko zawału bądź udaru mózgu.

U szczurów niedobory prowadzą do wyraźnie zwiększonego ryzyka raka wątroby

Osoby z wysokim spożyciem choliny mają o 10 do 30% niższy poziom homocysteiny czy CRP, co oznacza znaczne zmniejszenie stanów zapalnych. W związku z tym cholina powinna być obowiązkowa dla osób narażonych na ryzyko powikłań z powodu stanów zapalnych - osoby ze schorzeniami autoimmunologicznymi, takimi jak RZS, SM czy toczeń.



Więcej grzechów nie pamiętam Big Grin

Wydrukuj tę wiadomość

  Witamina D
Napisane przez: tomakin - Wczoraj, 06:16 PM - Forum: Zdrowie - Brak odpowiedzi

Parę słów o witaminie D, z punktu widzenia wegan oraz zwykłych zjadaczy chleba.

Jak zapewne wszyscy wiedzą, witamina D jest wytwarzana przez skórę pod wpływem promieni słonecznych. O czym już wie nie każdy - na naszej szerokości geograficznej widmo światła słonecznego, dzięki któremu skóra jest w stanie produkować witaminę D, przebija się przez atmosferę tylko kilka miesięcy w roku. I tylko kilka godzin dziennie.

Jeśli chodzi o produkty żywnościowe, które zawierają w sobie tą witaminę, można o nich zapomnieć. Podobnie można zapomnieć o "rekomendowanej dziennej dawce" tej witaminy obecnej w niektórych suplementach - obecnie w świecie medycznym trwa kampania o zwiększenie tej dawki 5-10krotnie.

Skąd wojna między lekarzami o tą witaminę? Popatrzmy na statystyki.

Najpierw może normy - w większości cywilizowanych krajów przyjęło się, że normalny poziom witaminy D w organizmie wynosi 50-80 jednostek. Jest to taki poziom, jaki ma osoba mająca częsty kontakt ze słońcem i nie cierpiąca z powodu chorób obniżających poziom tej witaminy, więc można go uznać za optymalny.

W badaniu statystycznym w 2005 roku zbadano 420 młodych kobiet (młodych, a więc bywających często na solariach, opalających się). Okazało się, że 92% z nich ma poziom witaminy we krwi poniżej 20 jednostek - a więc tragicznie niski.

Dodajmy do tego drugi fakt - w ciągu zaledwie 15 minut w czasie kontaktu skóry ze słońcem nasze ciało wytwarza 10 000 jednostek witaminy D.

Trzeci fakt - rekomendowane przez organizacje medyczne dzienne spożycie tej witaminy wynosi... 400 jednostek na dobę, a niektóre organizacje rekomendują 200 jednostek.

OK, zsumujmy te fakty. Rekomendowane dzienne spożycie witaminy wynosi 1/25 tego, ile produkuje nasz organizm przez 15-20 minut kontaktu ze słońcem. Jednocześnie 92% ludzi poza grupą największego ryzyka ma bardzo silne niedobory.

Wniosek jest oczywisty - rekomendowane dzienne spożycie jest zbyt niskie. A jednak kolejne lata mijają, a norma nie zostaje zwiększona... pytanie, dlaczego?

Możliwe, że stoi za tym zwykła, prymitywna tępota lekarzy, którzy nie potrafią przyznać się do błędu. Ale możliwe, że stoi też za tym chęć zysku w jej najobrzydliwszej postaci. Dzięki tak koszmarnie niskim normom niemal wszyscy mamy niedobory tej witaminy. Dodatkowo "nie mówi się o tym", ktoś z was kiedyś słyszał o przypadku sprawdzenia u pacjenta poziomu witaminy D i zastosowaniu suplementów w celu uzupełnienia niedoborów?

Witamina D pełni m.in. funkcję regulatora układu odpornościowego. Nie tylko zwielokrotnia ona jego potencjał (mówiąc wprost - z wysokim poziomem witaminy nie chorujemy), ale także sprawia, że nie popełnia on błędów. O jakich błędach mowa?

O tych najbardziej zabójczych. Przeprowadzono już setki badań, nie ma żadnych wątpliwości - porównano stężenie witaminy D w grupie osób które zapadły na pewne schorzenia oraz w grupie kontrolnej. W przypadku wszystkich tych schorzeń regułą jest, że zapadają na nie te osoby, które mają najniższy poziom witaminy D. Są to takie choroby, jak:

- stwardnienie rozsiane
- toczeń układowy
- nowotwory
- nadciśnienie

Wymieniłem tylko najbardziej drastyczne, pomniejszych schorzeń związanych z niedoborami tej witaminy są dziesiątki.

Dla tych, którzy nie wiedzą, w dużym skrócie na czym polegają powyższe schorzenia. Stwardnienie - układ odpornościowy zaczyna zabijać komórki mózgu. Toczeń - układ odpornościowy zaczyna losowo zabijać komórki organizmu. Nowotwory - układ odpornościowy nie zabija tych tkanek, które powinien.

Dla przykładu, już 1000 jednostek witaminy D dziennie jako dodatkowy suplement redukuje szansę zapadnięcia na raka jelita grubego o 50%, raka piersi i jajnika - 30%. Nawet głupia dawka 400 jednostek dziennie zmniejszyła ryzyko zapadnięcia na raka trzustki (jeden z najbardziej morderczych nowotworów) o 43%. Przykłady można mnożyć.

Witamina - cud! Dlaczego więc nie ma masowego dodawania jej do żywności, dlaczego lekarze jej nie przepisują, czemu się milczy?

Smutne, ale prawdziwe - osoba chora na toczeń układowy, stwardnienie rozsiane czy raka to GIGANTYCZNY zysk dla koncernów farmaceutycznych.

Jeśli do tego dodać, że osoby z odpowiednim poziomem tej witaminy mają wielokrotnie niższą szansę na rozwój osteoporozy oraz o wiele rzadziej chorują na zwykłe, codzienne infekcje, mamy pełen obraz nędzy i rozpaczy, czyli naszej kochanej opieki zdrowotnej.

Do rzeczy, gdzie można zbadać poziom tej witaminy?

W każdym większym mieście powinno być laboratorium, które robi testy wysyłkowo, koszt - 50 do 90 zł.

Na co w czasie badania należy uważać? Niektóre polskie laboratoria zaniżają normy, podając wartości 30-80 zamiast 50-80.

Jak powinna wyglądać suplementacja?

W zależności od stwierdzonego niedoboru, pod kontrolą lekarza. Jeśli lekarz powie, że nie trzeba uzupełniać a niedobór zostanie wykazany badaniem, zmieńcie tego kretyna na kogoś, kto zna się na leczeniu. Przyjmuje się, że dawka uderzeniowa to 50 000 jednostek tygodniowo, należy przed terapią zbadać poziom wapnia we krwi, po czym regularnie sprawdzać czy nie rośnie on ponad normę. W trakcie terapii bardzo silnymi dawkami należy unikać preparatów wapnia, które za to są wskazane po jej zakończeniu, aby uzupełnić to, co niedobory wypłukały nam z kości.

Witamina D jest rozpuszczalna w tłuszczu, dlatego też należy ją przyjmować właśnie z tłustymi potrawami, w miarę możliwości oczywiście.

Jest ona z reguły dostępna tylko na receptę, a przynajmniej jej w miarę rozsądne preparaty (takie, które umożliwiają przyjęcie silnej dawki w przypadku niedoborów).

Czy suplementacja dużymi dawkami może być groźna dla zdrowia? Owszem, może nawet zabić, ale wymaga to stosowania dawek rzędu 50 000 jednostek dziennie przez dłuższy czas. Spowoduje to silny wzrost stężenia wapnia we krwi, który to wapń następnie osadzi się tam, gdzie nie powinien, powodując stopniowo martwicę narządów, zaczynając od nerek.

Wydrukuj tę wiadomość

  Tomakin vs nirvana
Napisane przez: tomakin - Wczoraj, 06:07 PM - Forum: Dyskusje - Brak odpowiedzi

Na początek, czym jest nirvana? Może prosto z mostu - jest to pewien błąd logiczny, popełniany przez wyznawców yyy... czegośtam. Błąd polega na tym, że wrażenie istnienia pewnego zjawiska mylą ze zjawiskiem jako takim. Innymi słowy, mylą to, co jest, z tym, co sobie wyobrażają. Można sobie wyobrazić muchę wielkości pałacu kultury, ale to nie znaczy, że taka istnieje. Ktoś powie - no, ale przecież MOGŁABY istnieć. Może i mogła, ale można też sobie wyobrazić setki rzeczy, które istnieć nie mogą. O, najlepszy przykład to te wszystkie rysunki, na których są budynki, których nie da się postawic, a jednak da się bez problemu narysować. Łapiecie, o co biega? No, mówię o tych wszystkich bazgrołach, gdzie ściana przechodzi w schody i na odwrót.

Dobra, teraz - jakim to błedem logicznym konstytuuje się pojęcie nirvany? Ogólnie można by powiedzieć, że pierwowzorem stał się ten stan, jaki ludzie mają tuż przed zaśnięciem. Albo, gdy właśnie zaczynają zamarzać. Takie specyficzne odpłynięcie w błogostan, gdy wszystke problemy zanikają, a pozostaje... no właśnie, w tym miejscu jest ten błąd. Wg nirvanistów pozostaje tam jakaś czysta świadomość, cholera wie co jeszcze. W praktyce - nie pozostaje nic, oprócz WRAŻENIA, że tam coś pozostało. Ale to takie samo wrażenie jak to, że na ww rysunkach schody faktycznie stają się ścianą.

Skąd to wszystko się wzięło? Jak zwykle, z lęku przed śmiercią. O, fajnie by było, jakby po śmierci zamiast znikać przechodziło się w "stan bez problemów z czystą świadomością". No niestety, life is brutal.

Dziękuję za uwagę Big Grin

Wydrukuj tę wiadomość